Zdjęcia z Kambodży
Proste skojarzenia. Wojna. Pol Pot. Czas Apokalipsy. Bieda. Zniszczone miasta, brak miast. I dróg. Angor Wat. Miny.
W drodze do Banteay Srei
fot. archiwum autora
Wojny już nie ma. Ostatnia skończyła się w 1998 roku, wraz ze śmiercią Pol Pota i późniejszym poddaniem się pozostałych przywódców Czerwonych Khmerów. Proces ostatnich czterech osób powinien rozpocząć się w grudniu 2010 roku (więcej szczegółów na stronie Międzynarodowego Trybunału ds. Ludobójstwa i Zbrodni Przeciwko Ludzkości w Kambodży). Wcześniej na 35 lat więzienia skazano Kainga Gueka Eava, osławionego „Ducha”, który zarządzał katownią Czerwonych Khmerów, więzieniem S-21.
Czas Apokalipsy to tylko film, chociaż wiele gorszych, niż te przedstawione w produkcji Francisa Forda Coppoli, chwil przeżyli mieszkańcy Kambodży w czasie, w dużym stopniu nielegalnych, amerykańskich bombardowań z lat 1969-1973. W sumie amerykańskie superfortece B-52 zrzuciły na Kambodżę 2 756 941 ton bomb*. Dzisiaj bombowców nad Kambodżą nie ma, helikopterów i Ride Of The Valkyries Ryszarda Wagnera w tle również. Także napalm nie wypala pięknych krajobrazów, pól ryżowych i wystających raz po raz palm cukrowych. I ludzi na tych polach. Trudno uwierzyć, że ktoś był tak głupi (lewicowi radykałowie znają nazwiska głupków: Nixon i Kissinger), żeby chcieć zniszczyć te cudowne miejsca.
Bieda jest. Kambodża jest biedna, była i zapewne długo jeszcze będzie. Dokładniej: ludzie byli, są i będą biedni. Bo kraj jest bogaty. Natura obdarowała sowicie tę część świata. Ale na tym bogactwie wzbogacają się nieliczni. Generałowie. Obecni i byli. Młode wilki, starzy wyjadacze. Wszyscy z pistoletami i kontaktami. Niszczą lasy deszczowe, rozkradają zabytki architektury, sprzedają każdą piędź ziemi, łącznie z mieszkającymi tam ludźmi. Phnom Penh, stolica Kambodży, jest również ich stolicą. Każdy w lexusie SUV. Reszta na motocyklach i rowerach. Turyści na tuk tukach.
Dzieciaki z Kampong Phulk nad jeziorem Tonle Sap.
fot. archiwum autora
Miasta są. Kilka. Zawsze było ich mało. Mity o zniszczeniu miast przez Czerwonych Khmerów były mitami. Wyrzucenie ludzi z miast już nie. Zabijanie ludzi w okularach, jako intelektualistów, ludzi skażonych systemem imperialistycznym, również było nadużyciem, ale niekoniecznie kłamstwem. Drogi już są. Również kilka. Przejezdne. Regularne linie autobusowe przewiozą po tych drogach każdego, kto ma od kilku do kilkudziesięciu dolarów. Całkiem drogo, patrząc na sąsiedni Wietnam. Ale wygodnie i nieprzyzwoicie punktualnie, jak na kraj o którym myślało się, że jest na krawędzi nieistnienia.
Do Siem Reap, miasta noclegowni pod kompleksem świątyń Angkor, też można dojechać autobusem. W drodze obrazki z Czasu Apokalipsy. Za dużo filmów i stereotypów. Śmigłowce nie nadlatują, niebo jest czyste, pola ryżowe również, być może najeżone minami i niewybuchami. Ale z autobusu nie można tego dostrzec. Droga jest bezpieczna. Siem Reap też bezpieczne, z burdelami dla turystów, podziwiających piękno świątyń Angor i kambodżańskich (a może wietnamskich) dziewczyn, z uliczkami prosto z południowej Hiszpanii i pizzy prosto z pieca. W Kambodży rządzi pieniądz, zrobi się bardzo wiele, za wielkie i niewielkie pieniądze. Głównie te drugie.
Angkor, stare państwo Khmerów, kompleks świątyń, będący chlubą i zgubą królestwa. Teraz jest ważnym źródłem finansowania budżetu państwa. Albo innego budżetu. Znaczną część pieniędzy pobiera prywatna spółka nadzorująca świątynie, jeszcze większa wpada do kasy ministerstwa kultury, czyli – jak mawiają złośliwi i opozycja polityczna – w prywatne ręce rządzących polityków i ludzi powiązanych z nimi. Około dziesięciu procent trafia bezpośrednio na renowację Angkor. Kompleks stanowi główny cel podróży setek tysięcy turystów. Często jedyny cel. Gratka dla fanów Angeliny Jolie. Gratka dla fanów Lary Croft. Świątynia Ta Prohm z kompleksu Angkor odegrała ważną rolę w życiu bohaterki Tomb Rider. I w życiu wielu zwiedzających, skoro gnają przez pół świata dla tego miejsca. Trochę nudno, niby różnie, ale jakoś podobnie. Kamienie, turyści, wielu, zachwyceni, awsome, mniszki częściej z pieniędzmi w rękach niż z kadzidłami. Ciekawsze są dzieciaki. Zabawne, odważne, inteligentne. Piękne. Nie można się zdecydować. Kupić kolejne kartki pocztowe albo koraliki, czy dziecko, które je sprzedaje? Kupić tylko to dziecko, czy całą dzieciarnię? Ucieczka do następnej świątyni, pogoń za kolejną. Tam też turyści, dzieciaki i zespół muzyczny. W składzie ofiary min lądowych.
Ofiary min lądowych spotyka się często. Sprzedają głównie książki i grają na instrumentach. Pracują. Wszyscy pracują. Niektórzy w celu zmniejszenia liczby ofiar min lądowych i niewybuchów**, którymi Kambodża jest usiana.
A wszyscy siali. Amerykanie pozostawili tysiące niewybuchów, wojska Lon Nola walcząc z antyrządową partyzantką Czerwonych Khmerów i Czerwoni Khmerzy walcząc z Lon Nolem swoje również podłożyli. Ogromną liczbę min przytargali Wietnamczycy, którzy przegonili w końcu Pol Pota pod granicę z Tajlandią. Na jednym kilometrze pasa pola minowego, które armia wietnamska zasadziła w latach 80-tych, doliczono się 2400 min. A pas ten ma długość ponad tysiąca kilometrów.
Tablica Cambodian Mine Action Centre niedaleko wzgórza Phnom Kulen
fot. archiwum autora
Angkor rozminowano jakiś czas temu. Wszędzie widać tablice z informacjami kiedy, ile min, na jakim terenie i przy pomocy jakiego państwa rozminowano dany teren. Szereg organizacji sprząta bałagan sprzed lat***. Khmerowie również, także byli czerwoni Khmerzy, także byłe dzieci-żołnierze. Bo nie wszyscy byli kanaliami, większość była dobra, tylko naiwna. Później głodna i zastraszona. Zawiedziona i oszukana. Zapewne również Aki Ra, założyciel i dyrektor Muzeum min lądowych i centrum pomocy w Kambodży. Wcześniej członek Czerwonych Khmerów, w oddziałach których, jako sześcioletnie dziecko, podkładał miny. Muzeum mieści się niedaleko kompleksu Angkor. Jedna świątynia mniej, może dwie i można zetknąć się z najnowszą historią Kambodży, ciągle żywą, mającą cały czas bezpośredni wpływ na funkcjonowanie kraju, życie zwykłych ludzi.
Prawdopodobnie warto zajechać do muzeum. My przegapiliśmy okazję, wybraliśmy się o jedną świątynię za daleko. Być może poznalibyśmy dyrektora muzeum, byłego dziecięcego żołnierza, bohatera filmu dokumentalnego A perfect soldier o nim samym. Szkoda, bo Kambodża to ludzie właśnie, doświadczeni życiem w jednym z najgorszych systemów politycznych XX wieku, ale niezwykle przyjaźni i pokorni. Piękni ludzie.
* Peter Froberg Idling, Uśmiech Pol Pota, Wydawnictwo Czarne, 2010, str. 87
** W 2009 roku w Kambodży, na skutek eksplozji miny bądź niewybuchu, zginęło 47 osób, 197 zostało rannych. Landmine & Cluster Munition Monitor: Cambodia, Landmine & Cluster Munition Monitor, http://www.the-monitor.org/index.php/cp/display/region_profiles/find_profile/KH/2010
*** Największą organizacją w Kambodży jest Cambodian Mine Action Centre, www.cmac.gov.kh
rso196












