Mali żołnierze

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Koert Lindijer, The Africanists

Dziecko-żołnierz, które stało się potworem

Dominic Ongwen zrobił mieszane wrażenie, znajdując się w „akwarium” sali sądowej Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze (ICC). Siedząca na trybunie głównej, w większości biała publiczność, wpatrywała się w czterdziestoletniego Ugandyjczyka, teraz siedzącego za kuloodporną szybą, wcześniej żyjącego przez większość czasu w afrykańskim buszu. Ongwen słuchał niewygodnych oskarżeń przeciwko niemu, dotyczących ciężkich zbrodni, których kiedyś sam był ofiarą.

Dominic Ongwen,

Dominic Ongwen, fot. Reuters

Sprawca i ofiara w tym samym czasie. Krótko po jego aresztowaniu w połowie grudnia 2014 roku w Republice Środkowoafrykańskiej, były chłopiec-żołnierz, który został starszym dowódcą w Armii Bożego Oporu (LRA), powiedział: „Poszedłem do buszu jako ślepa i głucha osoba. Taki przyszedłem. Teraz jestem jak nowo narodzone dziecko, którego nie możecie obwiniać o cokolwiek złego. Jestem jak szaleniec.”

Od ponad połowy wieku, LRA jest jedną z najbardziej morderczych grup rebelianckich w Afryce. Ale także żołnierze armii ugandyjskiej popełnili wiele zbrodni. Może dlatego debaty o tym co zrobić z przestępcami i ofiarami odbywają się w atmosferze olbrzymich wybuchów gniewu, na skalę większą niż w pozostałych częściach kontynentu. Który system sprawiedliwości może złagodzić traumę spowodowaną przez brutalną i dziwaczną jednocześnie wojnę, rozpoczętą w północnej Ugandzie, która później przeniosła się do Demokratycznej Republiki Konga, Południowego Sudanu i Republiki Środkowoafrykańskiej? Czy czasami pokój może być sprzeczny ze sprawiedliwością, kara z pojednaniem? Czy państwa zachodnie i Afryka mają całkowicie różne koncepcje sprawiedliwości?

W 2005 roku Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakazy aresztowania pięciu liderów Armii Bożego Oporu. Tylko Joseph Kony jest nadal na wolności. Trzej pozostali zostali przez niego zamordowani albo zginęli podczas walk. ICC sformułował przeciwko Dominikowi Ongwenowi trzy zarzuty zbrodni przeciwko ludzkości i cztery dotyczące zbrodni wojennych. Oskarżenia powiązane są z masakrą ponad pięćdziesięciu osób, która miała miejsce 19 maja 2004 roku w wiosce Lukodi w północnej Ugandzie.

Ludzie stojący w cieniu sklepu spożywczego w Lukodi zgodnie kiwają głowami i mówią: „Nie, Ongwen nigdy nie powinien zostać wypuszczony, musi pozostać zamknięty w Hadze za popełnione grzechy”.

– Atak rozpoczął się o szóstej popołudniu. Bojownicy LRA krzyczeli i strzelali – mówi starszy mężczyzna, Gibson Ogot – Zabili jednego z moich synów. Widziałem, jak wrzucili dziecko w ogień. Ongwen to potwór.

Z przechwyconych rozmów radiowych pomiędzy atakującymi w Lukodi i Ołtarzem – centrum dowodzenia LRA – wydaje się, że chociaż Ongwen nie prowadził najazdu, odegrał w nim jednak główną rolę.

Armia Bożego Oporu stała się sławna z powodu rekrutowania dzieci-żołnierzy. Te są zmuszane do zabijania innych dzieci, które próbują uciec. Poprzez ciężką pracę, specjalne rytuały i dwieście pięćdziesiąt batów uczone są zapomnienia o swoich bliskich. Po zabiciu ich charakterów, wyglądają na tak bardzo zdezorientowanych, że mordowanie wydaje się łatwe. Bez poczucia strachu, okaleczają cywilów odcinając im usta i nosy.

Rok po ataku na Lukodi, David, inny syn Gibsona, został porwany przez Ongwena. – Wracałem z pracy w polu do domu, kiedy on uprowadził mnie i dwóch moich braci. Po tygodniu marszu przez busz, błagałem Ongwena, żeby wypuścił moich braci. Wybuchł wtedy ze wściekłością: „Nigdy więcej nie wrócisz do domu, nigdy, tylko w twoich snach”, krzyczał i przywiązał mnie do drzewa. Bawił się maczetą i bił mnie trzciną cukrową. Mogłem oddać jedynie krwisty mocz. Widziałem, jak zabija uprowadzone dzieci. Każdego dnia musiał zabijać, nie dlatego, że mu kazano, to dawało mu przyjemność.

Po czterech latach David zdołał uciec. Nie może przebaczyć Ongwenowi – Nigdy nie próbował uciec. Przeciwnie, cieszył się z pozycji, którą zajmował.

Z powodu chronicznej politycznej przemocy, Uganda nazywana była „chorym dzieckiem Afryki”. W 1987 roku powołana do życia została Armia Bożego Oporu. Rok wcześniej, w 1986 roku, pochodzący z południowo-wschodniej części kraju Yoweri Museveni wywalczył sobie drogę do przejęcia władzy w Kampali, stolicy Ugandy. Jego zwycięstwo oznaczało koniec długiego okresu, w którym panowali prezydenci z północy – Idi Amin i Milton Obote.

Północne plemię Acholi wpadło we wściekłość, ponieważ pod rządami prezydenta Museveniego żołnierze armii rządowej dopuszczali się kradzieży zwierząt gospodarczych i innych grabieży na masową skalę. To doprowadziło do nadzwyczajnego zdarzenia: dowódcy wojskowi, opętani przez duchy, rozpoczęli powstanie przeciwko Museveniemu. Na początku były to tysiące półnagich i namaszczonych olejkiem wojowników z Ruchu Ducha Świętego. Prowadził je były ministrant i zielarz Joseph Kony. W wojnie prowadzonej przez LRA, pomiędzy 1987 a 2005 rokiem, około sto tysięcy mieszkańców północnej części kraju zginęło, dwa miliony cywilów zostało zmuszonych do przesiedlenia się, a sześćdziesiąt tysięcy dzieci Armia Bożego Oporu wykorzystała do swoich działań.

Julanda Aoyo siedzi na macie niedaleko wioski Corom i tłucze matokoe, zielone banany. Jest siostrą Ongwena. „Biedny chłopiec” mówi przynosząc gazetę i patrząc na jego zdjęcie z Hagi. Ongwen, według jej słów, urodził się „w porze białych mrówek”, które są przysmakiem Acholi. Armia Bożego Oporu uprowadziła go w 1988 roku, miał wtedy czternaście lat.

– Gdy był małym chłopcem był posłuszny i zdyscyplinowany. Płakał, kiedy umarła mama – mówi jego siostra. Według niej, ich mama zmarła z powodu „zatrucia” (po rodzinnej kłótni), tata został zabity przez LRA krótko po porwaniu Ongwena. Jej oczy wpatrzone są w przystojnego mężczyznę, który ma ten sam dołek na czole i takie same opadające powieki. Bijąc się mocno rękoma w serce mówi – Został porwany, to nie jego wina. Przebaczcie mu. On jest taki słodki.

Jej prośba spotyka się ze zrozumieniem w wielu miejscach na terenach, gdzie żyją Acholi. Po aresztowaniu Ongwena grupa religijnych i tradycyjnych przywódców z regionalnej stolicy Gulu, wydała oświadczenie wzywające do zaprzestania „podwójnego karania” i wysłania go do północnej Ugandy na rytualne oczyszczenie.

Podczas audiencji u Davida Onena, najwyższego przywódcę Acholi, można usłyszeć ten sam refren. – Trybunał w Hadze jest kosmetyczny – mówi Onen. – Procedury Trybunału w Hadze w żaden sposób nie pomogą nam w poradzeniu sobie z wojenną traumą. W naszym tradycyjnym systemie nie znamy więzień, ważne jest pojednanie i odszkodowanie. Wielu Acholi żywi złe uczucia i proces w odległej Hadze przeszkodzi w tym, że ból zniknie. To może się zdarzyć tylko poprzez konfrontację pomiędzy przestępcą a ofiarą. Kiedy skończą z nim w Hadze, powinien przyjechać tutaj i opowiedzieć jego historię.

Tradycyjna droga Acholi sądzenia kryminalistów odbywa się bez sądów i lochów, ale za to ze skomplikowanymi ceremoniami, gdzie przestępca przyjmuje swoją odpowiedzialność i gdzie zarządza się zadośćuczynienie. Jeden z obrzędów oczyszczających, zwany mato oput, polega na tym, że przestępca i ofiara piją kwaśny napój, następnie rozdeptują jajko. Jajko symbolizuje niewinność dziecka i oskarżony naciskając nagą stopą wraca do wczesnej młodości, kiedy nie znał jeszcze zła. Opowiadane są historie, przez cztery godziny, cztery dni.

Jak bardzo tradycyjny system przeznaczony do zajmowania się pospolitymi przestępstwami może pomóc w radzeniu sobie ze zbrodniami wojennymi, popełnianymi w wielu państwach, okaże się za jakiś czas. Poza tym, cytując sceptyków, tradycyjny system sądowniczy został poważnie osłabiony w trakcie wojny, gdzie osiemdziesiąt procent członków ludu Acholi gniło w obozach przesiedleńczych.

Opowiadanie historii, typowe dla kultur mówionych, nie będzie obecne podczas procesu w Hadze. Wafula Oguttu, przywódca opozycji parlamentarnej w stołecznej Kampali mówi – Potrzebujemy w Ugandzie komisji prawdy, forum, gdzie każdy będzie mógł przedstawić swoją historię. Tutaj polityka i zabijanie zawsze szły w parze. W tym względzie prezydent Museveni jest również mordercą.” W związku z tym, Oguttu argumentuje przeciwko procesowi sądowemu Ongwena. – Został porwany jako nastolatek i zmuszony do wykonywania egzekucji na przyjaciołach. Zgromadził w sobie uraz, który prowadził go do samozniszczenia.

Podczas wielu rozmów z liderami LRA można było zobaczyć rozwiązanie. Mediatorzy, liderzy religijni, nawet matka Josepha Kony’ego poszła do buszu spotkać się z postawionym w stan oskarżenia przez MTK przywódcami. Nieudana próba zaprowadzenia pokoju, doprowadziła w 2000 roku do deklaracji amnestii, na mocy której trzynaście tysięcy bojowników Bożej Armii Oporu miało zostać zrehabilitowanych. Pomiędzy 2006 a 2008 roku rząd Sudanu Południowego mediował z LRA, ale Międzynarodowy Trybunał Karny również pracował, także pokój i porozumienie, które zostały osiągnięte, nigdy nie zostały podpisane.

Ponieważ Ongwen odznaczał się odwagą i licznymi zabójstwami, Kony zrobił z niego swojego powiernika. Po wyparciu LRA przez armię ugandyjską, Ongwen stał się także postrachem w Demokratycznej Republice Konga. W 2008 roku podczas świąt Bożego Narodzenia, dokonał masakr na kilkuset wiernych idących do kościołów.

Kłótnia pomiędzy Konym i Ongwenem doprowadziła w końcu do podziału między nimi. Kony przewodzi teraz kilkuset ludźmi, głównie będącymi bliskimi krewnymi. Ruch terrorystyczny nadal działa w Demokratycznej Republice Konga i Republice Środkowoafrykańskiej. Kony regularnie znajduje uchodźców w Sudanie, kraju, którego LRA używa od długiego czasu jako narzędzie przeciwko Museveniemu.

W grudniu 2014 roku Kony wezwał Ongwena do siebie, ponieważ podejrzewał go o chęć poddania się. Torturował go przez tydzień. – Mogłem oddawać tylko krwisty mocz – mówił Ongwen po tym, jak zdołał uciec. – Każdy z nas grzeszy w słowach, czynach i myślach. Jeśli popełniłem zbrodnię poprzez wojnę, to przepraszam. W mojej pamięci uważam, że wojna była najlepszą rzeczą. Nawet teraz każdej nocy śnię o wojnie.

Żródło theafricanists.info/a-child-soldier-who-became-a-monster

Opublikowano 5 marca 2015

Tłumaczenie