czwartek, 28 października 2010
Oliver Holmes, Time, 29 września 2010

Dzieci wojny Jemenu: przyszli bojownicy?

Sześcioletnia wojna w północnym Jemenie spowodowała, że istnieje dziś pokolenie dzieci, które nie znają innego życia niż to w czasach wojny. Podczas, gdy całe rodziny uciekają z północy kraju, chroniąc się przed walkami i przemocą, koszmarne wspomnienia ciągłych nalotów i bombardowań, powszechnego wykorzystywania dzieci jako żołnierzy i widok martwych ciał stale prześladują dzieci. Dzieci stanowią około 60% blisko 300 000 uchodźców mieszkających w obozach tymczasowych. Jaką wizję są oni w stanie stworzyć na nadchodzące lata dla narodu, który, jak uważa wielu, jest centralnym ogniskiem regionalnego i globalnego bezpieczeństwa?

Przesiedlone dzieci uczęszczają do szkół niedaleko obozu al-Mazraq, prowincja Sa'ada w północno-zachodnim Jemenie.

Przesiedlone dzieci uczęszczają do szkół niedaleko obozu al-Mazraq, prowincja Sa’ada w północno-zachodnim Jemenie.
fot. Khaled Abdullah, Reuters


Popołudniowe słońce przypomina dojrzałą pomarańczę. Mali chłopcy grają w siatkówkę pośród kurzu na boisku szkolnym na przedmieściach miasta Amran, które jest pierwszym przystankiem na drodze wielu uchodźców uciekających z sąsiadującej prowincji Sa’ada. W jednej z ciemnych sal szkolnych, dzieci uchodźców w wieku 2-15 lat biegają pośród krzyków i zabawy. Niektóre dzieci siedzą na podłodze i grają w szachy, w grę, która, jak twierdzą wolontariusze, koi ich nerwy i pomaga im oderwać myśli od horroru, jakiego doświadczyli. Ale w kącie, w ciszy, siedzą skulone trzy małe siostry, które zdają się nie słyszeć hałasu wokół nich. Wlepiając wzrok w podłogę, myślą nadal o swoim domu daleko w Sa’ada.


Niektóre dzieci przestały mówić – relacjonuje Nadia Yahya, nadzorująca psychoterapeutka, która pracuje z UNICEF’em nad projektem, mającym na celu stworzenie miejsc przyjaznych dzieciom, takich jak szkoła, gdzie dzieci uchodźcy mogłyby zacząć wracać do normalności. – Jeśli nie chcą mówić, zachęcamy je najpierw do zabawy z nadzieją, że w końcu zaczną mówić. Kiedy tak się dzieje, mówi Yahya, większość z nich opowiada o martwych ciałach leżących na ulicach, o czołgach. Dzieci potrafią wymienić nazwy wszystkich rodzajów broni i nazwać poszczególne części składowe AK047, granatników RPG czy karabinów. Dzieci ze szczegółami opowiadają o swoich doświadczeniach, nie kryją emocji, krzyczą kiedy wspominają fragmenty ciał znalezione w pobliżu swych domów. Młodsze dzieci mówią o błyskach na niebie, a potem o krwi.


Największym problemem, jak mówi Yahya, jest przemoc – niektóre dzieci biją, gryzą i kopią, kiedy próbuje się do nich podejść. Dla wielu dzieci z Sa’ada przemoc była wszechobecna podczas ich całego życia. Rząd centralny z siedzibą w stolicy Sana’a od 2004 roku toczy przerywaną wojnę z rebeliantami Huthi, grupą Zaidi Shi’a, która oskarża Sana’a o marginalizację religijną, polityczną i społeczną. Arabia Saudyjska włączyła się w ten konflikt w listopadzie po tym, jak rebelianci zabili saudyjski patrol graniczny. Arabia Saudyjska odpowiedziała serią uderzeń lotniczych i bombardowań artyleryjskich. W sierpniu badanie UNICEF’u wykazało, że jedno na dziesięcioro dzieci uchodźców doznało obrażeń w wyniku walk pomiędzy tymi dwoma stronami konfliktu i doświadczyło wysokiego poziomu stresu psychospołecznego. Połowa badanych dzieci cierpi na objawy depresji, 30% cierpi na poczucie utraty nadziei. Kiedy spytać je, czy cieszy je życie w Amran, 12-letni Ibrahim Ahmed z Sa’ada nie chce rozmawiać o swym nowym życiu. Jego myśli nadal krążą wokół tego starego.


Nasz kraj jest zdewastowany – mówi z rezygnacją. – niech Allah przeklnie Hutih. Rząd i rebelianci podpisali rozejm w lutym, by zakończyć sześcioletni okres wojen, pod kryptonimem Operacja Wypalona Ziemia,.Ale w lipcu walki rozgorzały na nowo po tym, jak stojące po stronie rządu plemiona Hutih starły się, przenosząc granicę południową z Sa’ada do Amran i grożąc rozpoczęciem siódmej rundy walk wojennych. Mieszkańcy Amran mówią, że plemiona Hutih chcą przenieść konflikt właśnie tutaj, bo dostęp do broni jest niemalże nieograniczony. Na targu broni w starej części Amranu, diler broni wystawia karabiny. W domu, jak mówi, ma magazyn z bazukami, granatami i bronią przeciwlotniczą – wszystko schowane wśród kurzu w swojej piwnicy.


Nawet Huthi są zaniepokojeni psychologicznym stresem, na jaki narażone są dzieci w rejonie walk. Kiedy przedstawiciel UNICEF’u w Jemenie Geert Cappelaere spotkał się z przedstawicielami rebeliantów, powiedzieli mu, że ich największym zmartwieniem jest ciężki stan dzieci. W całej swojej karierze nigdy czegoś takiego wcześniej nie słyszałem – mówi Cappelaere, który pracował już w strefach działań wojennych. – To naprawdę otwiera człowiekowi oczy. Iman Suleman, 18-letni uchodźca, który jest wolontariuszem w strefach przyjaznych dzieciom mówi, że dzieci mają koszmary i kiedy tylko słyszą samolot albo nawet pobliską fabrykę zaczynają krzyczeć. Suleman i jego koledzy rozdają dzieciom kredki i papier, ale tak, jak dzieci w Darfurze, rysują one to, co przeżyły. Dzieci nie potrafią przestać rysować krwi ,wzdycha.


Ale stres psychospołeczny to nie jedyny problem. Przymuszanie dzieci do pracy, handel dziećmi, wystawianie ich na pola minowe i niewybuchy oraz problem dzieci-żołnierzy były wielokrotnie odnotowywane pośród dzieci uchodźców i ich opiekunów. Liczba dzieci, które widziały jak giną ludzie, jest przerażająca. Oczywistym jest, że wszystkie strony konfliktu: Huthi i plemiona sympatyzujące z rządem, wykorzystują dzieci-żołnierzy, mówi Cappelaere. Podczas, gdy młodzi chłopcy opuszczają domy, by walczyć, małe dziewczynki z Sa’ada oddaje się w ożenek. Nawet w spokojnych regionach Jemenu małżeństwa dzieci są powszechne, zwłaszcza w rejonach rolniczych, gdzie biedni rodzice postrzegają małżeństwo jako formę bezpieczeństwa finansowego dla swoich dzieci. Niektóre dziewczynki są wydawane za mąż gdy mają zaledwie 8 lat. W Sa’ada niepewność uchodźców i wojna oznaczają, że rodziny oddają swe dziewczynki za mąż w coraz młodszym wieku, obawiając się, że ojcowie i bracia – główni żywiciele rodziny – mogą odejść by walczyć i nigdy nie wrócić. Lekarze w Sa’ada podają, że pośród rodzących 30% stanowią dziewczynki poniżej 15 roku życia. Z 85% analfabetyzmem pośród uchodźców można usłyszeć historie o młodych matkach karmiących swe miesięczne dzieci Pepsi lub 7Up.

tłumaczenie_Paulina Witomska


piątek, 22 października 2010

Wielkie potrzeby, wielka wyprzedaż

W marcu opublikowaliśmy reportaż naszej koleżanki Beaty Dolińskiej o jej pobycie w Sierra Leone i wolontariacie w Rhema Preparatory School. Wtedy też pojawił się pomysł finansowego wsparcia placówki, o które poprosiła nas autorka.

Dzięki wsparciu poznańskiego klubu Kisielice, zebraliśmy już trochę grosza. Teraz przyszedł czas na kolejny etap.
Wielkie potrzeby, wielka wyprzedaż, 3.11.2010, cafe miesna, garbary 62, poznan

Wielkie potrzeby, wielka wyprzedaż,
3 listopada 2010, godz. 19.00, Cafe Mięsna, Garbary 62, Poznań
proj.rso196

3 listopada, od godziny 19.00, prowadzona będzie wyprzedaż specjalnie dobranych, pozostawionych w klubach Cafe Mięsna i Kisielice: płaszczy, kurtek, bluzek, okularów, staników, obrazów, sprzętu AGD i innych skarbów. Nabyć będzie można również przypinki małych żołnierzy i książki z antologią poezji i opowiadań Daj Słowo.
Dochód z wyprzedaży zostanie przeznaczony na pomoc w edukacji dzieci z Rhema Preparatory School, mieszczącej się we Freetown, stolicy Sierra Leone.
Zapraszamy serdecznie. Tym bardziej, że wstęp na wyprzedaż jest bezpłatny. Ale dokładnie w tym samym miejscu i tym samym czasie, w piwinicy Cafe Mięsna, będzie można obejrzeć występ dwóch zespołów. Pierwszy z nich to Masturbator, oddany kwestii praw człowieka, zawsze pomagający nam zespół z wielu zakątków Polski. Drugi natomiast – Gun Outfit – to goście klubu prosto z USA.
Wielkie potrzeby, wielka wyprzedaż, 3.11.2010, cafe miesna, garbary 62, poznan


, 22 października 2010
Portal Spraw Zagranicznych, 27 lipca 2010

Czy Bundeswehra szkoli w Somalii nieletnich żołnierzy?

Niemiecki rząd nie wyklucza, że Bundeswehra szkoli w Somalii nieletnich żołnierzy. Informuje o tym dziennik Frankfurter Rundschau, powołując się na dokument Ministerstwa Spraw Zagranicznych w Berlinie.

Niemieccy żołnierze w Somalii w ramach misji ONZ.

Niemieccy żołnierze w Somalii w ramach misji ONZ.
fot. canadaspace.com


Niemiecki MSZ odpowiedział na interpelację deputowanych Lewicy. Ministerstwo stwierdza w swoim piśmie, że odpowiedzialność za wybór rekrutów w Somalii spoczywa na tamtejszym Tymczasowym Rządzie Federalnym. Werbowanie i szkolenie wojskowe dzieci i nieletnich jest sprzeczne z prawem międzynarodowym.


Niemcy uczestniczą w misji Unii Europejskiej, która ma pomóc somalijskiemu rządowi w stabilizacji kraju, pogrążonego od lat w wojnie domowej prowadzonej przez plemienne frakcje. Somalijskich żołnierzy i policjantów szkoli około 20 inspektorów niemieckiej armii.


Deputowanych Lewicy niepokoi nie tylko możliwość szkolenia dzieci przez Bundeswehrę, ale również brak kontroli nad już przeszkolonymi rekrutami. Lewica powołuje się na statystyki, z których wynika, że spośród 17 tysięcy somalijskich żołnierzy, przeszkolonych w ramach unijnej misji w latach 2006-2008, tylko 3 tysiące trafiło do szeregów armii Tymczasowego Rządu Federalnego. Wielu pozostałych przeszło na stronę rebeliantów.


Według danych ONZ, w walkach w Somalii bierze udział 70 tysięcy dzieci i nieletnich.


środa, 6 października 2010
Imogen Foulkes, BBC News , 15 września 2010

ONZ ostrzega przed niebezpieczeństwem czającym się w obozach dla uchodźców

Specjalny wysłannik ONZ zwraca uwagę na fakt, że obozy dla wysiedlonych są jednymi z najbardziej niebezpiecznych miejsc dla dzieci, które doświadczyły grozy wojny.


Wiele dzieci, podczas apogeum konfliktu w Darfurze, uciekło z Sudanu do Czadu

Wiele dzieci, podczas apogeum konfliktu w Darfurze, uciekło z Sudanu do Czadu.
fot. AFP


Radhika Coomaraswamy, autorka raportu na temat obozów, przygotowanego dla Rady Praw Człowieka ONZ zwróciła uwagę na brak opieki i ochrony dzieci. Dzieci, według Coomaraswamy, są szczególnie narażone na wykorzystywanie seksualne i mogą być łatwo wcielone do organizacji zbrojonych. W takich obozach żyją tysiące dzieci w Sudanie, Czadzie oraz w Republice Demokratycznej Konga.

Dzieci znalazły się w tych obozach uciekając przed wojną, z nadzieją, że znajdą w nich bezpieczeństwo, ale obozy te często nie są bezpiecznym miejscem, mówi Coomaraswamy. Podczas przygotowywania raportu dla Rady Praw Człowieka Coomaraswamy odwiedziła kilka obozów, między innymi w Sudanie i regionie Darfuru.

Pierwszą rzeczą, która rzuca się w oczy to fakt, że te obozy są niebezpieczne. Można tam spotkać dzieci – ofiary przemocy seksualnej – które zostały skrzywdzone w chwili, kiedy poszły po drewno do lasu czy do łazienki. Dlatego więc te miejsca są dla nich niebezpieczne. Po drugie, obozy to miejsca bezczynności. Zdarzają się sytuacje, kiedy dzieci są werbowane przez organizacje zbrojne i wiele dzieci zostało de facto zwerbowanych przez jedną z takich organizacji.

W rzeczywistości, obozy to dzisiaj miejsce, które grupy militarne traktują jak targ, na którym wybierają dzieci, by wcielić je w swe szeregi. Głównym powodem niedostatecznej ochrony dzieci jest brak podstawowych norm, które obowiązywałyby w takich obozach. Niektóre obozy są prowadzone przez ONZ, inne przez agencje pomocowe, a jeszcze inne podlegają rządom krajów, na terenie których się znajdują. Niektóre z nich mają na swym terenie szkoły, podczas gdy inne nie.

Pierwszym krokiem do zapewnienia bezpieczeństwa wysiedlonym dzieciom, jest przynajmniej zagwarantowanie wszystkim im dostępu do regularnej edukacji, by móc utrzymać je z dala od grup zbrojnych i by wyposażyć je w takie umiejętności, dzięki którym będą mogły rozpocząć swe życie na nowo.

tłumaczenie_Paulina Witomska


poniedziałek, 4 października 2010
Kyaw Kha, mizzima.com , 28 sierpnia 2010

Odziały wojskowe straży granicznej przyjmują dzieci z DKBA

Chiang Mai (Mizzima). Co najmniej 40 dzieci-żołnierzy dołączyło do szeregów nowych sił granicznych birmańskiego reżimu, po tym, jak w zeszłym miesiącu pewna liczba batalionów Demokratycznej Armii Buddyjskiej Karenów (Democratic Karen Buddhist Army – DKBA) przeszła pod komendę junty wojskowej, ujawnił dziś jeden z żołnierzy.


dzieci-zolnierze w armii birmanskiej

Dziecko-żołnierz z naszywką armii birmańskiej, Kyaukpadaung, środkowa Birma.
fot. Mizzima


W przeszłości były żołnierzami DKBA ale teraz stały się żołnierzami Odziałów Wojskowej Straży Granicznej (Border Guard Forces – BGF) – powiedział Mizzima żołnierz głównego biura BGF.Z tego co wiem, było około 40 dzieci w 999 Brygadzie i w samym batalionie Kalohtoobaw, dodał.

Niektórzy oficerowie i żołnierze z DKBA (w której szeregach było ponad 7000 żołnierzy) zrezygnowali, przeszli na emeryturę, inni dołączyli do szeregów BGF. Szacuje się, że około 1000 ludzi DKBA odrzuciło propozycje dołączenia do sił junty.

Były żołnierz DKBA z 7 batalionu z 999 Brygady powiedział: Priorytetem sił jest przyjmowanie młodych osób. Niektórzy mają około 16 lat, ale wyglądają na starszych niż 20. Niektóre dzieci były zmuszone, by dołączyć do DKBA, a niektóre dołączyły z własnej woli.

DKBA rekrutowało dużo dzieci żołnierzy – powiedział Aung Myo Min, dyrektor Birmańskiego Instytutu Edukacji Praw Człowieka (Human Rights Education Institute of Burma – HREIB), mającego siedzibę w Tajlandii.

Odkąd DKBA podlega władzy junty, uporanie się ze sprawą dzieci-żołnierzy stało się obowiązkiem Państwowej Rady do spraw Pokoju i Rozwoju (State Peace and Development Council – SPDC). Jeżeli rzeczywiście chce wyeliminować kwestię dzieci-żołnierzy, to nie może pozwalać na przyjmowanie dzieci żołnierzy do BGF, powiedział Aung Myo Min.

SPDC … powinna dać tym dzieciom natychmiastową pomoc i odesłać je do domu. Junta ma obowiązek nie przyjmować dzieci do Oddziałów Wojskowych Straży Granicznej, dodał.

Aung Myo Min powiedział, że w 1992 roku Birma podpisała Konwencję o Prawach Dziecka ONZ. Jeżeli Birmańska Armia lub BGF wykorzystują dzieci-żołnierzy, mogą być oskarżone o jej złamanie.

W styczniu 2004 roku junta utworzyła, w kooperacji z ONZ, komitet zapobiegający militarnej rekrutacji nieletnich. Jednak od tamtej pory obserwatorzy i niektóre raporty ONZ stwierdzają, że komitet nie podjął żadnych działań, a Birmańska Armia nadal rekrutuje dzieci-żołnierzy. Międzynarodowa Organizacja Pracy (ILO) donosi o powszechnych przypadkach porwań dzieci, wykorzystywanych następnie w celach rekrutacji.

tłumaczenie_Magda Małkowska