Oliver Holmes, Time, 29 września 2010
Dzieci wojny Jemenu: przyszli bojownicy?
Sześcioletnia wojna w północnym Jemenie spowodowała, że istnieje dziś pokolenie dzieci, które nie znają innego życia niż to w czasach wojny. Podczas, gdy całe rodziny uciekają z północy kraju, chroniąc się przed walkami i przemocą, koszmarne wspomnienia ciągłych nalotów i bombardowań, powszechnego wykorzystywania dzieci jako żołnierzy i widok martwych ciał stale prześladują dzieci. Dzieci stanowią około 60% blisko 300 000 uchodźców mieszkających w obozach tymczasowych. Jaką wizję są oni w stanie stworzyć na nadchodzące lata dla narodu, który, jak uważa wielu, jest centralnym ogniskiem regionalnego i globalnego bezpieczeństwa?

Przesiedlone dzieci uczęszczają do szkół niedaleko obozu al-Mazraq, prowincja Sa’ada w północno-zachodnim Jemenie.
fot. Khaled Abdullah, Reuters
Popołudniowe słońce przypomina dojrzałą pomarańczę. Mali chłopcy grają w siatkówkę pośród kurzu na boisku szkolnym na przedmieściach miasta Amran, które jest pierwszym przystankiem na drodze wielu uchodźców uciekających z sąsiadującej prowincji Sa’ada. W jednej z ciemnych sal szkolnych, dzieci uchodźców w wieku 2-15 lat biegają pośród krzyków i zabawy. Niektóre dzieci siedzą na podłodze i grają w szachy, w grę, która, jak twierdzą wolontariusze, koi ich nerwy i pomaga im oderwać myśli od horroru, jakiego doświadczyli. Ale w kącie, w ciszy, siedzą skulone trzy małe siostry, które zdają się nie słyszeć hałasu wokół nich. Wlepiając wzrok w podłogę, myślą nadal o swoim domu daleko w Sa’ada.
Niektóre dzieci przestały mówić – relacjonuje Nadia Yahya, nadzorująca psychoterapeutka, która pracuje z UNICEF’em nad projektem, mającym na celu stworzenie miejsc przyjaznych dzieciom, takich jak szkoła, gdzie dzieci uchodźcy mogłyby zacząć wracać do normalności. – Jeśli nie chcą mówić, zachęcamy je najpierw do zabawy z nadzieją, że w końcu zaczną mówić. Kiedy tak się dzieje, mówi Yahya, większość z nich opowiada o martwych ciałach leżących na ulicach, o czołgach. Dzieci potrafią wymienić nazwy wszystkich rodzajów broni i nazwać poszczególne części składowe AK047, granatników RPG czy karabinów. Dzieci ze szczegółami opowiadają o swoich doświadczeniach, nie kryją emocji, krzyczą kiedy wspominają fragmenty ciał znalezione w pobliżu swych domów. Młodsze dzieci mówią o błyskach na niebie, a potem o krwi.
Największym problemem, jak mówi Yahya, jest przemoc – niektóre dzieci biją, gryzą i kopią, kiedy próbuje się do nich podejść. Dla wielu dzieci z Sa’ada przemoc była wszechobecna podczas ich całego życia. Rząd centralny z siedzibą w stolicy Sana’a od 2004 roku toczy przerywaną wojnę z rebeliantami Huthi, grupą Zaidi Shi’a, która oskarża Sana’a o marginalizację religijną, polityczną i społeczną. Arabia Saudyjska włączyła się w ten konflikt w listopadzie po tym, jak rebelianci zabili saudyjski patrol graniczny. Arabia Saudyjska odpowiedziała serią uderzeń lotniczych i bombardowań artyleryjskich. W sierpniu badanie UNICEF’u wykazało, że jedno na dziesięcioro dzieci uchodźców doznało obrażeń w wyniku walk pomiędzy tymi dwoma stronami konfliktu i doświadczyło wysokiego poziomu stresu psychospołecznego. Połowa badanych dzieci cierpi na objawy depresji, 30% cierpi na poczucie utraty nadziei. Kiedy spytać je, czy cieszy je życie w Amran, 12-letni Ibrahim Ahmed z Sa’ada nie chce rozmawiać o swym nowym życiu. Jego myśli nadal krążą wokół tego starego.
Nasz kraj jest zdewastowany – mówi z rezygnacją. – niech Allah przeklnie Hutih. Rząd i rebelianci podpisali rozejm w lutym, by zakończyć sześcioletni okres wojen, pod kryptonimem Operacja Wypalona Ziemia,.Ale w lipcu walki rozgorzały na nowo po tym, jak stojące po stronie rządu plemiona Hutih starły się, przenosząc granicę południową z Sa’ada do Amran i grożąc rozpoczęciem siódmej rundy walk wojennych. Mieszkańcy Amran mówią, że plemiona Hutih chcą przenieść konflikt właśnie tutaj, bo dostęp do broni jest niemalże nieograniczony. Na targu broni w starej części Amranu, diler broni wystawia karabiny. W domu, jak mówi, ma magazyn z bazukami, granatami i bronią przeciwlotniczą – wszystko schowane wśród kurzu w swojej piwnicy.
Nawet Huthi są zaniepokojeni psychologicznym stresem, na jaki narażone są dzieci w rejonie walk. Kiedy przedstawiciel UNICEF’u w Jemenie Geert Cappelaere spotkał się z przedstawicielami rebeliantów, powiedzieli mu, że ich największym zmartwieniem jest ciężki stan dzieci. W całej swojej karierze nigdy czegoś takiego wcześniej nie słyszałem – mówi Cappelaere, który pracował już w strefach działań wojennych. – To naprawdę otwiera człowiekowi oczy. Iman Suleman, 18-letni uchodźca, który jest wolontariuszem w strefach przyjaznych dzieciom mówi, że dzieci mają koszmary i kiedy tylko słyszą samolot albo nawet pobliską fabrykę zaczynają krzyczeć. Suleman i jego koledzy rozdają dzieciom kredki i papier, ale tak, jak dzieci w Darfurze, rysują one to, co przeżyły. Dzieci nie potrafią przestać rysować krwi ,wzdycha.
Ale stres psychospołeczny to nie jedyny problem. Przymuszanie dzieci do pracy, handel dziećmi, wystawianie ich na pola minowe i niewybuchy oraz problem dzieci-żołnierzy były wielokrotnie odnotowywane pośród dzieci uchodźców i ich opiekunów. Liczba dzieci, które widziały jak giną ludzie, jest przerażająca. Oczywistym jest, że wszystkie strony konfliktu: Huthi i plemiona sympatyzujące z rządem, wykorzystują dzieci-żołnierzy, mówi Cappelaere. Podczas, gdy młodzi chłopcy opuszczają domy, by walczyć, małe dziewczynki z Sa’ada oddaje się w ożenek. Nawet w spokojnych regionach Jemenu małżeństwa dzieci są powszechne, zwłaszcza w rejonach rolniczych, gdzie biedni rodzice postrzegają małżeństwo jako formę bezpieczeństwa finansowego dla swoich dzieci. Niektóre dziewczynki są wydawane za mąż gdy mają zaledwie 8 lat. W Sa’ada niepewność uchodźców i wojna oznaczają, że rodziny oddają swe dziewczynki za mąż w coraz młodszym wieku, obawiając się, że ojcowie i bracia – główni żywiciele rodziny – mogą odejść by walczyć i nigdy nie wrócić. Lekarze w Sa’ada podają, że pośród rodzących 30% stanowią dziewczynki poniżej 15 roku życia. Z 85% analfabetyzmem pośród uchodźców można usłyszeć historie o młodych matkach karmiących swe miesięczne dzieci Pepsi lub 7Up.
tłumaczenie_Paulina Witomska




