poniedziałek, 31 października 2011

Birma: To nie my mamy dzieci-żołnierzy, to mniejszości etniczne.

W serii ostatnich przemówień do wojskowych birmański minister obrony porucznik-generał Hla Min wielokrotnie powtarzał, że narodowe siły zbrojne Tamadaw składają się z ochotników i że spekulacje zagranicznych mediów, według których wojsko rekrutowało dzieci i nieletnich, są “sfabrykowane i przesadzone”. Oskarżył też wojskowe grupy mniejszości etnicznych o bycie jedyną siłą w wojsku, która winna jest procederu rekrutowania nieletnich.

Dziecko-żołnierz w podróży pociągiem.

Dziecko-żołnierz w podróży pociągiem.
fot. The Irrawady


Jednakże oświadczenia Hla Min zostały wyśmiane przez grupy mniejszości etnicznych oraz przez organizacje praw człowieka, zdaniem których komentarze ministra miały na celu jedynie uprzedzić roczny raport ONZ dotyczący tego problemu.

Środowe wydanie należącej do państwa gazety The New Light of Myanmar (Nowe Światło Myanmar) zacytowało Hla Min, według którego, „armia Tatmadaw od samego początku – od czasu walki o niepodległość – składa się z ochotników.

W raporcie oskarżono “grupy buntowników” o praktykowanie wcielania siłą do wojska, w myśl zasady, że z każdego gospodarstwa jedna osoba należy sie wojsku. Raport jest jednak sam w sobie sprzeczny, gdyż w jednym zdaniu jest napisane: “armia Tatmadaw nigdy nie wykorzystywała nieletnich”, a w następnym czytamy “przeciwko funkcjonariuszom, zamieszanym w ten proceder, podejmowane są działania, a nieletni są systematycznie przywracani rodzicom”. Raport kończy się oskarżeniem nieokreślonych mediów zagranicznych o “próbę wywołania nieporozumienia pomiędzy rządem, Tatmadaw, międzynarodową społecznością i narodem poprzez publikowanie sfabrykowanych i przesadzonych wiadomości ignorując działania buntowniczych grup”. Raport wskazał też na fakt, że Birma od 15 sierpnia 1991 roku jest sygnatariuszem Konwencji Praw Dziecka.

Aung Myo Min, dyrektor Birmańskiego Instytutu Edukacji Praw Człowieka z siedzibą w Tajlandii powiedział, że biuro sekretarza generalnego ONZ do końca października opublikuje roczny raport Rady Bezpieczeństwa ONZ dotyczący dzieci-żołnierzy.

“Rząd po prostu stara się z wyprzedzeniem odpowiedzieć na zarzuty w nim zawarte”, mówi Min. Są niepodwarzalne dowody od grup obrony praw człowieka w Birmie na to, że wojsko ma w swych szeregach dzieci-żołnierzy – podaje Aung Myo Min.

W nomenklaturze międzynarodowej, za nieletniego uznaje się żołnierza poniżej 18 roku życia, a za dzieci-żołnierzy, wszystkich poniżej 15 roku życia.

Według Thet Wai, wolontariusza, który pomaga rodzinom dzieci-żołnierzy: “Rządowe oświadczenie o nierekrutowaniu nieletnich żołnierzy jest szczerze nieprawdziwe. Liczba skarg, które wpływają do międzynarodowej organizacji pracy (ILO) rośnie”.

Zamiast nieudolnie zaprzeczać oskarżeniom, rząd powinien stworzyć możliwości dla organizacji międzynarodowych, by mogły zlustrować akademie wojskowe, centra poboru i obozy szkoleniowe – mówi.

Rozmawiając z The Irrawaddy w środę, La Nan, rzecznik Organizacji Niepodelgłości stanu Kachin odrzucił oskarżenie o to, że z każdego domu werbowana jest przynajmniej jedna osoba. Jego zdaniem, oskarżenie z ust porucznika-generała jest niesprawiedliwe, bardzo poważne, oraz nieprawdziwe. Saw Hla Ngwe, Sekretarz Generalny Uni Narodowej Karenów powiedział, że chętnie zaprosi wszystkie organizacje, które chciałyby zbadać temat dzieci-żołnierzy w szeregach jego grupy.

Według danych ILO od początku 2010 roku do maja tego roku wniesiono 261 skarg dotyczących nieletnich rekrutów, a 80 młodych mężczyzn zwolniono i odesłano do domu w wyniku wniesionych skarg. Z pozostałych skarg około 110 jest w trakcie rozpatrywania przez wojsko, a 80 jest rozpatrywanych przez ILO.

W środowym wywiadzie dla The Irrawady młody Birmańczyk, który zdezerterował z armii i ukrył się w Tajlandii, powiedział, że sam zgłosił się na czteromiesięczny trening wojskowy w 2010 roku w stanie Shan, gdzie spotkał się z setkami żołnierzy, których siłą wcielono do armii. “Wiele dzieci mniejszości etnicznych nie chce przyłączać się do armii, ale oficerowie je zastraszają. Niektóre dzieci mają zaledwie 14 lat. Oficerowie szkoleniowi palą ich dowody tożsamości wydając im nowe dokumenty, na którach oficjalnie mają ukończone18 lat.”

tłumaczenie_Paulina Witomska


, 31 października 2011
child-soldiers.org , 30 października 2011

Child Soldiers International – ważne zmiany organizacyjne w CSC

Jest niemoralne, że dorośli chcieli, aby dzieci walczyły w ich wojnach… Nie ma żadnego usprawiedliwienia, żadnego akceptowalnego argumentu by zbroić dzieci”

Arcybiskup Desmond M. Tutu


fot. CSI

fot. CSI

KIM JESTEŚMY?
Child Soldiers International (CSI), wcześniej Koalicja na rzecz zaprzestania wykorzystywania dzieci jako żołnierzy, jest międzynarodową koalicją praw człowieka oraz organizacją humanitarną utworzoną w 1998 roku w celu przeprowadzenia kampanii na rzecz konwencji Praw człowieka dotyczącej wykorzystywania dzieci w konfliktach zbrojnych.

Dokument ten – Protokół Dodatkowy do Konwencji o Prawach Dziecka, dotyczący angażowania dzieci do konfliktów zbrojnych – wszedł w życie w 2002 roku.

CSI pracuje obecnie nad efektywnym wdrożeniem Protokołu Dodatkowego, nad globalnym zakazem jakiejkolwiek formy militarnej rekrutacji osób poniżej 18 roku życia oraz nad definitywnym zakończeniem militarnego wykorzystywania dzieci w jakimkolwiek charakterze.

Poprzez krajowe i międzynarodowe badania i wsparcie, CSI pracuje nad zakończeniem wszelkich form militarnej rekrutacji oraz wykorzystywania w działaniach wojennych osób poniżej 18 roku życia. W naszej wizji świata chłopcy i dziewczęta są chronieni przed wykorzystywaniem w celach wojskowych, czy to przez zbrojne siły rządowe czy też niepaństwowe grupy zbrojne.

JAK PRACUJEMY?
Wiedza: poprzez badania i analizy zwiększamy świadomość kwestii rekrutowania dzieci i identyfikujemy rozwiązania.
Kampanie: dla rządów oraz innych zainteresowanych stron, aby zostały podjęte środki mające na celu zapobiegnięcie i zaprzestanie rekrutacji dzieci do grup i sił zbrojnych.
Interwencje: poprzez popieranie interwencji ONZ, regionalnych organizacji oraz innych członków społeczności międzynarodowej.
Współpraca z innymi organizacjami pozarządowymi: wspólne inicjatywy z międzynarodowymi i krajowymi NGOs poprzez badania i projekty mające na celu osiągnięcie zmian.

CO OSIĄGNĘLIŚMY?
Protokół Dodatkowy, aby zapobiec udziałowi dzieci w działaniach wojennych ratyfikowany przez ponad 140 rządów, ustanowienie prawnego obowiązku zapobiegania tej praktyki i ochrona dzieci przed wykorzystywaniem w celach wojskowych.
Większość rządów uznała 18 lat, jako minimalny wiek dla dobrowolnej rekrutacji, a tym samym znacznie zmniejszono liczbę dzieci-żołnierzy w narodowych siłach zbrojnych.
Rządy w krajach dotkniętych konfliktami rozwinęły prawo i politykę, aby zapewnić uwolnienie dzieci-żołnierzy i zapobiec w przyszłości ich rekrutacji i wykorzystywaniu.
Społeczność międzynarodowa została aktywnie zaangażowana w zwalczanie wykorzystywania dzieci jako żołnierzy, w tym poprzez monitorowanie i sprawozdawczość w zakresie praktyk oraz reagowanie w razie potrzeby.
Krajowe NGOs wzmocniły swoją zdolność do pracy w sprawach dzieci-żołnierzy i aktywnie ją kontynuują.

CO ROBIMY?
Obecnie pracujemy nad zwróceniem uwagi w sprawie rekrutacji i wykorzystywania dzieci-żołnierzy w czterech priorytetowych krajach: Czadzie, Demokratycznej Republice Konga, Myanmarze i Tajlandii. Liczba państw, która zajmuje się tą kwestią, ma wzrosnąć w ciągu najbliższych trzech lat.
Prowadzimy kampanie w Wielkiej Brytanii, aby rząd ustanowił 18 lat, jako minimalny wiek poboru do sił zbrojnych i wywarł wpływ na inne kraje, gdzie osoby poniżej 18 roku życia są rekrutowane do armii.
Wprowadzimy szeroko zakrojone inicjatywy, aby zaznaczyć dziesiątą rocznicę wejścia w życie Protokołu Dodatkowego, która będzie miała miejsce w 2012 roku. Ma to na celu zwrócenie uwagi międzynarodowej na globalny problem dzieci żołnierzy. Inicjatywa ta będzie mobilizować społeczność międzynarodową, aby zainteresowała się przyczynami, jak również objawami służby wojskowej dzieci – i do przyjęcia międzynarodowych ram, które będą zapobiegać szkodliwym praktykom u podstaw.
Będziemy kontynuować opracowywanie polityki w sprawach dzieci-żołnierzy, aby wspierać rządy, ONZ i inne podmioty międzynarodowe, by wprowadzić w życie zrównoważone rozwiązania.

[Pełna wersja ulotki w języku angielskim]


tłumaczenie_Magda Małkowska


środa, 1 czerwca 2011
Heather Murdock, Voice of America , 28 kwietnia 2011

Dzieci-żołnierze wracają na kongijskie wojny

Od 2003 roku, dziesiątki tysięcy dzieci zostało usuniętych z walczących jednostek milicji w Demokratycznej Republice Konga. Chłopcy i dziewczęta wracają z buszu okaleczeni psychicznie, wyizolowane, niewykształcone i za stare, by wrócić do szkoły. Statystyki ONZ pokazują, że tysiące uzbrojonych dzieci jest nadal przetrzymywanych przez milicje, wielu z nich, którzy uciekli, zostało ponownie uprowadzonych przez dowódców, lub ponownie dołączyło z własnego wyboru.

Wojownicy z rebelianckiej Unii Kongijskich Patriotów, jeden z nich to dziecko-żołnierz na check-poincie na obrzeżach miasta Bunia w Kongo.

Wojownicy z rebelianckiej Unii Kongijskich Patriotów, jeden z nich to dziecko-żołnierz na check-poincie na obrzeżach miasta Bunia w Kongo.
fot. AP


Teoretycznie wojna we wschodnim Kongo zakończyła się traktatem pokojowym w 2003 roku. Pięć lat później wynegocjowano podział władzy i zakończono walki ponownie. Jednak dla dzieci, takich jak szesnastoletni Wetemwami, walka nigdy się nie skończyła.

Po trzech latach w Mai Mai, luźno powiązanych grupach milicyjnych nadal walczących we wschodnim Kongo, Wetemwami uczy się kamieniarstwa w szkole zawodowej dla zdemobilizowanych dzieci. Nie może chodzić do zwyczajnej szkoły, ponieważ w tym społeczeństwie jest na to za dorosły. Ale ma nadzieję nauczyć się zawodu, by móc wrócić do domu, do swojej wioski i dostać pracę. Jednak Wetemwami mówi, że życie poza wojskiem w Kongo jest trudne. Jest to jeden z najbiedniejszych krajów świata. Mówi, że chce wrócić do Mai Mai, jeśli życie nie będzie łatwiejsze. Mówi, że jako żołnierz, miał przynajmniej ubranie na zmianę.


Wetemwami, 16 lat

Wetemwami, 16 lat
fot. AP


ONZ szacuje, że trzy i pół tysiąca dziewcząt i chłopców służy obecnie w kongijskich jednostkach milicji. Jednak niektórzy obserwatorzy twierdzą, że jest ich więcej. Kiedy dzieci uciekają ze zbrojnych grup, wiele z nich ponownie wstępuje do wojska lub jest werbowanych siłą. Niektóre dzieci powracają do milicji ze względu na ogromną biedę. Inne czują się odrzucone, kiedy wracają do domu, ponieważ są okaleczone psychicznie, niewykształcone i postrzegane jako potencjalnie niebezpieczne. Niektóre dzieci były zmuszone popełnić zbrodnie we własnych społeczeństwach, zanim zostałe pojmane, co sprawia, że są społecznymi pariasami.

Wetemwami mówi, że jeśli nie wstąpi ponownie z własnego wyboru, może zostać pojmany przez swojego dowódcę, pobity i zmuszony do powrotu do służby. Szesnastoletni Kikandi informuje, że nie wstąpił do milicji dobrowolnie i nigdy nie wróci z własnej woli. Siedząc w klasie w szkole zawodowej, bawi się malutkim haczykiem, narzędziem do naprawy butów. Wspomina, że około półtora roku temu, żołnierze wdarli się do jego wioski i zażądali młodych ludzi. Rodzice, którzy się sprzeciwiali, zostali pobici. Mówi, że najbardziej boi się, że ponownie go zabiorą.

Jennifer Melton jest specjalistką ds. ochrony dzieci w UNICEF w Gomie, wiodącej agencji walczącej o wydostanie dzieci z pól bitewnych w Kongo. Zapewnia, że UNICEF pracuje nad zapewnieniem służb społecznych i dostaw dla wsi, gdzie tylko jest to możliwe, zachęcając zdemobilizowane dzieci do pozostania w domu. Jednak zastrzega, że ponowna rekrutacja jest nadal powszechna i wydaje się, że jej częstotliwość wzrasta. Sądzę, że borykamy się z wymuszoną rekrutacją, ponieważ naprawdę nie mamy dobrych sposobów, by jej zapobiec. Jeśli uzbrojona grupa wkracza do wioski w nocy i zbiera młodzież, nie mamy pojęcia jak temu zapobiec w najlepszy sposób, powiedziała Melton.

Wiele dzieci służy na linii frontu, napadając na wioski i walcząc z innymi grupami milicyjnymi o kontrolę nad populacją, lub bogactwami minerałów znajdowanymi w kongijskich kopalniach. Inne dzieci są tragarzami, szpiegami, zwiadowcami, kucharzami lub ochroniarzami. Melton mówi, że dziewczynki są zmuszane do służby żołnierskiej i jako niewolnice seksualne. Dziewczynki mają najtrudniejszy powrót do społeczeństwa, ponieważ kiedy wychodzą, są odrzucane. Każdy bowiem zakłada, że były wykorzystywane seksualnie i to założenie jest zazwyczaj prawdziwe.


Kikandi, 16 lat

Kikandi, 16 lat
fot. AP


Od 2003 roku około 30 tysięcy dzieci zostało zdemilitaryzowanych z pomocą pracowników organizacji pomocowych i dzięki rosnącej presji na dowódców, by nie rekrutować młodzieży. Pascal Badibanga Zagabe jest dyrektorem Centrum Tumaini, szkoły w której Wetemwami, Kikandi i inne byłe dzieci-żołnierze zdobywają takie umiejętności jak: stolarka, mechanika i szycie. Według dyrektora, masowa demobilizacja stworzyła nowe problemy. Wraz z dużą liczbą dzieci wracających z wojny i tak niewielkimi dostępnymi zasobami, nawet te dzieci, które mają dostęp do pomocy, otrzymują ją tylko w ograniczonym zakresie. W zeszłym roku Centrum Tumaini przyjęło 150 uczniów. Zagabe mówi, że szkoła musiała odrzucić drugie tyle.

Wetemwami mówi, że w porównaniu z jego obecną sytuacją, życie w milicji nie było złe. Powiada, że nigdy się nie bał. Dzieci paliły marihuanę i piły piwo, by nabrać odwagi i nakładały proszki i mikstury, znane jako magia Mai Mai. Mówi, że jeśli żołnierze używali magii i stosowali się do magicznych zasad, kule ich omijały albo odbijały się od ich ciała. Wetemwami podnosi koszulę, by pokazać cztery widoczne równoległe blizny na klatce piersiowej. Mówi, że kule go drasnęły, bo złamał zasady przechodząc przez krew zmarłego w czasie bitwy. W czasie trzech lat spędzonych w buszu, dwudziestu jego przyjaciół zostało zabitych, on sam zabił pięćdziesięciu wrogów. Mówi, że jego przyjaciele zostali zabici, bo również nie przestrzegali magicznych zasad. Może zjedli liście ogórka, albo dotknęli lokalnych roślin w czasie napadu. Może zgwałcili kobietę. On zabijał wrogów, bo inaczej oni zabiliby jego, gdyby nie był tak szybki. Wetemwami opowiada, że dowódcy wpajali żołnierzom, że walczą o wyzwolenie Konga. Ale mówi też, że czasem atakowali wioski, które już kontrolowali, ponieważ potrzebowali pieniędzy, jedzenia albo piwa.

Kikandi zarzeka się, że rzadko brał udział w napadach. Żołnierze walczyli, a on chował się w krzakach. Mówi, że kiedy żołnierze wracali, chłopcy, którzy nie walczyli, byli bici kijami. Ale Kikandi bał się walczyć, ponieważ w jego oddziale nowi rekruci nie dostawali magicznych mikstur dla ochrony. Kikandi mówi, że w czasie jednego roku, jako żołnierz, zabił tylko jednego człowieka. Podobnie jak Wetemwami, jest po prostu szczęśliwy, że strzelił pierwszy.

tłumaczenie_Agata Basińska


środa, 18 maja 2011
Cathy Majtenyi, Voice of America, 25 kwietnia 2011

Pracownicy pomocowi informują o zaangażowaniu dzieci-żołnierzy w rosnącej fali przemocy w Somalii

Pracownicy pomocowi i obserwatorzy w Somalii podali do wiadomości, że rośnie liczba dzieci-żołnierzy wykorzystywanych przez frakcje zaangażowane w eskalację przemocy w kraju. Większość dzieci jest werbowana lub wcielana siłą przez islamską grupę al-Shabab, by później osobiście doświadczyć swoistego horroru na polu walki.

Młody chłopak prowadzi radykalnych bojowników islamskich al-Shabab na ćwiczenia wojskowe w okolicy Suqaholaha w północnej części Mogadiszu, Somalia.

Młody chłopak prowadzi radykalnych bojowników islamskich al-Shabab na ćwiczenia wojskowe w okolicy Suqaholaha w północnej części Mogadiszu, Somalia.
fot. AP


Fundusz na rzecz Dzieci ONZ – UNICEF, szacuje, że tysiące dzieci, już w wieku 10 lat, jest zaangażowanych w walkę.

Isabella Castrogiovanni, szefowa zespołu obrony dzieci przy UNICEF w Somalii, podaje, że to islamska grupa militarna al-Shabab werbuje większość nieletnich.

Według niej organizacja wyciąga dzieci ze szkół, wiosek i innych społeczności, coraz częściej siłą. W jednej z takich kampanii urzędnicy al-Shabab naciskali na rodziny, by oddali im przynajmniej po jednym ze swoich dzieci!

Po wcieleniu do armii, dzieci oraz pozostali rekruci, dostają telefony komórkowe z krótkimi filmikami, które mają ich zmotywować do walki – mówi Castrogiovanni. Jeden z klipów, który widziała opisuje tak: „Filmik pokazuje jednego z wojowników al-Shabab, który zginął, wkoło niego stoi mnóstwo ludzi, w tym bardzo wielu młodych. Ktoś siedzi obok ciała i mówi, powtarzając w kółko, że zmarły jest męczennikiem, który zmarł w słusznej sprawie, pójdzie do nieba; potem padają słowa, powtarzane jak mantra, o niewiernych, dżihadzie, obowiązku walki dla dżihadu etc”.

Według Castrogiovanni somalijski rząd, potocznie nazywany TFG (Tymczasowy Rząd Federalny) również wykorzystuje nieletnich do walk. Zdaniem Castrogiovanni jest to spowodowane tym, że TFG nie posiada odpowiednich struktur ani procedur by określić rzeczywisty wiek rekrutów.

Nie mówimy tutaj o armii narodowej w takim sensie, w jakim inne kraje posiadają armie narodowe, mając na myśli strukturę, kontrolę i centralizację, system, gdzie każdy jest zarejestrowany, dodaje Castrogiovanni. Jest kilka grup milicyjnych, luźno powiązanych z TFG, które jednak nie są brane pod uwagę, gdy opisuje się centralną strukturę zarządzania TFG.

Al-Shabab rzadko rozmawia z prasą. O grupach rekrutujących dzieci-żołnierzy napisano jednak wiele niezależnych raportów.

Mohamed Ali Nur, ambasador Somalii w Kenii, mówi, że rząd Somalii działa według ścisłych procedur i nie wykorzystuje dzieci-żołnierzy. „Posiadamy komitet w siłach zbrojnych, którego zadaniem jest upewnić się, że rekruci, także żołnierze będący już w armii, nie są nieletni” – mówi Nur.

W ostatnich miesiącach wzmogły się walki pomiędzy al-Shabab i TFG. Stany Zjednoczone uważają, że al-Shabab to grupa terrorystyczna powiązana z al-Kaidą. Tymczasowy Rząd Federalny został utworzony lata temu, w wyniku międzynarodowego procesu, w celu stabilizacji w tym niespokojnym kraju.
Misja Unii Afrykańskiej w Somalii – AMISOM, przekazała swoich żołnierzy, by pomogli przywrócić stabilność oraz by chronić rząd przed atakami ze strony al-Shabab. Rzecznik AMISOM, major Barigye Bahoku, powiedział VOA, że większość dzieci-żołnierzy, na których napotykają jego oddziały, mówi, że została porwana przez al-Shabab ze szkół islamicznych i siłą zmuszona do walki. Jego zdaniem, niektórzy rodzice którzy pytają o swoje dzieci i chcą je uratować są mordowani.

Według Bahoku przynajmniej troje dzieci miesięcznie poddaje się siłom AMISOM. Dzieci te, opisują koszmarne wydarzenia: „…są świadkami tego, jak koledzy giną na linii frontu, jak są chowani w płytkich grobach, jak ci, którzy próbują zdradzić lub uciec są zabijani,” mówi. „to straszna i przerażająca sytuacja.” Major Bahoku mówi także o oddziałach, które widziały dzieci strzelające w pierwszej linii ognia na polu walk. „Staramy się najlepiej jak możemy w zaistniałej sytuacji. Jeżeli jesteśmy w stanie stwierdzić, że żołnierze są nieletni, być może będziemy mieć możliwość niejako je ostrzec krzycząc, by natychmiast odłożyły broń. Niestety, borykamy się z barierą językową” – mówi Bahoku.

Zdaniem Castrogiovanni dzieci, które walczą na linii ognia nierzadko giną, są okaleczone, pojmane, a tylko nielicznym udaje się uciec. Jej zdaniem to koszmar, trudny to wyobrażenia.

W Somalii wojna trwa od czasu obalenia dyktatora Siada Barre w 1991 roku.

tłumaczenie_Paulina Witomska


niedziela, 15 maja 2011

Gra dla dziecka na Dzień Dziecka

Przekazujemy Państwu prośbę naszych koleżanek – Ani i Agnieszki – wolontariuszek z Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego (SWM) MŁODZI ŚWIATU. Dziewczyny od sierpnia 2010 roku pracują na placówce misyjnej w Ghanie. Miejsce, do którego dotarły to Don Bosco Boys Home, w którym mieszka prawie 40 chłopców w wieku od 9 do 19 lat.


GRA DLA DZIECKA NA DZIEŃ DZIECKA

Wychowanek misji układający karty.
fot. SWM


Inicjatywa polega na przekazaniu nowych lub używanych (lecz w dobrym stanie) puzzli, gier lub pomocy edukacyjnych, które będą służyły prowadzeniu zajęć w Don Bosco Boys Home w Sunyani. Przy doborze materiałów należy pamiętać, że:
- puzzle nie powinny być większe niż 60 elementów i nie mogą zawierać zbyt małych części;
- gry (również planszowe) powinny składać się z jak najmniejszej liczby elementów (tj. karty, pionki, kostki);
- inne materiały do zabaw, jeżeli nie są przeznaczone dla animatorów, powinny być wykonane z trwałego materiału.


Gry prosimy wysyłać lub dostarczyć osobiście na adres (skąd zostaną przekazane na placówkę misyjną w Ghanie):

Salezjański Wolontariat Misyjny MŁODZI ŚWIATU
Ul. Tyniecka 39, 30-323 Kraków

Z dopiskiem „Gra dla dziecka”.
Termin nadsyłania materiałów mija z dniem 17 czerwca 2011 roku.


W imieniu Ani, Agnieszki i dzieciaków dziękujemy.


poniedziałek, 4 kwietnia 2011
child-soldiers.org, 12 lutego 2011

Brytyjski oddział Koalicji na rzecz zaprzestania wykorzystywania dzieci-żołnierzy wezwał rząd brytyjski do ustanowienia osiemnastu lat jako minimalnej granicy wiekowej przyjmowania do sił zbrojnych

Brytyjska Koalicja wezwała rząd brytyjski do ustanowienia osiemnastu lat jako minimalnej granicy wiekowej dla wszystkich poborowych do sił zbrojnych. W ubiegłym tygodniu rząd brytyjski przyznał, że „niezamierzenie” wysyłał siedemnastolatków do Iraku. Taki rodzaj „błędu” nie miałby prawa bytu, gdyby osiemnaście lat stanowiło granicę wiekową przyjmowania rekrutów do wojska. Takiego zdania jest Judith Baker z brytyjskiej Koalicji, grupy należącej do organizacji pozarządowych.

Wygłoszone oświadczenie zaznaczyło piątą rocznicę przyjęcia I Protokołu dodatkowego do Konwencji o Prawach Dziecka w sprawie angażowania dzieci w konflikty zbrojne. Państwa, które podpisały Protokół, zmuszone są podejmować wszystkie możliwe działania, aby zapobiec uczestnictwu dzieci poniżej osiemnastego roku życia w działaniach zbrojnych. Dokument ustanawia osiemnaście lat jako wiek graniczny poborowy poszczególnych państw i zobowiązuje je do ustanowienia szesnastu lat jako granicy do dobrowolnego wstępowania do wojska. I Protokół dodatkowy do Konwencji o Prawach Dziecka w sprawie angażowania dzieci w konflikty zbrojne był ratyfikowany przez 128 państw.

Przypadkowe wysyłanie nieletnich do Iraku i aktywne rekrutowanie szesnastolatków spowodowało, że Wielka Brytania podważyła cel i ducha Protokołu dodatkowego – powiedziała Pani Baker.

Wielka Brytania ratyfikowała Protokół dodatkowy w 2003 roku, deklarując niewysyłanie nieletnich do stref walki. Utrzymała dobrowolny nabór dla szesnastolatków. Każdego roku między pięć a siedem tysięcy nieletnich służy w siłach zbrojnych. Szesnastoletni i siedemnastoletni rekruci zazwyczaj podpisują umowę na 22 lata z możliwością rozwiązania po pięciu lub sześciu.

Celem Protokołu jest ochrona młodych ludzi przed wystawieniem ich na działanie niebezpieczeństw pola walki i rygoru szkolenia w instytucjach przeznaczonych dla dorosłych. W dzisiejszej Wielkiej Brytanii osiemnastolatkowie nie mają prawa by wstąpić do policji, straży pożarnej czy wykonywać inne niebezpieczne zawody, prawo jazdy mogą zrobić po ukończeniu siedemnastego roku życia, a alkohol w pubie mogą pić po ukończeniu osiemnastego roku życia, wtedy też mogą głosować. Prawa ochrony młodzieży poniżej osiemnastego roku życia istnieją z uwagi na specjalny status młodych ludzi i jego ochronę.

Zwolennicy brytyjskiego systemu poboru do wojska twierdzą, że wojsko uczy młodych rekrutów dyscypliny, umiejętności i odpowiedzialności. Jednak w lipcu 2005 roku raport komitetu obrony parlamentu brytyjskiego zalecił podniesienie minimalnego wieku dobrowolnego zgłaszania się do wojska do osiemnastu lat, głównie z powodu udowodnionego szykanowania dzieci oraz przypadków samookaleczenia się, które miały miejsce w koszarach Deep Cut w Surrey. Okazało się, że siłom zbrojnym nie udało się nadzorować rekrutów i odnotowano brak procedur umożliwiających zgłaszanie skarg przez ofiary szykanowania. Raport został opublikowany w następstwie niewyjaśnionych śmierci rekrutów w koszarach Deep Cut. Dwie z ofiar miały po siedemnaście lat.

——————————————————–

W 2010 roku rząd brytyjski nadal rekrutował rzesze dzieci do sił zbrojnych. Od 1 kwietnia 2010 roku 3510 dzieci znajdowało się w trakcie szkolenia lub służyło w brytyjskich siłach zbrojnych. W Wielkiej Brytanii wiek przyjmowania do wojska jest najniższy w Europie, państwo znajduje się w mniej niż 20 krajach na świecie, które przyjmują do wojska w wieku szesnastu lat.

Praktyka jest sprzeczna z duchem I Protokołu dodatkowego do Konwencji o Prawach Dziecka w sprawie angażowania dzieci w konflikty zbrojne i jest niezgodna z prawem Wielkiej Brytanii, które zapewnia dzieciom i młodym ludziom specjalną ochronę. Od 2005 roku połączona komisja parlamentarna do praw człowieka, specjalna komisja obrony i Komitet ONZ do Praw Dzieci wezwały rząd do przedsięwzięcia kroków, by podnieść minimalny wiek poboru do osiemnastu lat. Obecnie 134 państwa zabroniły, prawnie lub faktycznie, przyjmowania do wojska wszystkich, którzy nie ukończyli osiemnastego roku życia. Jest to zgodne z międzynarodowymi zasadami, które chronią prawnie dzieci poniżej osiemnastego roku życia w specjalny sposób, ze względu na ich relatywną psychiczną i psychologiczną niedojrzałość.

tłumaczenie_Paulina Witomska


, 4 kwietnia 2011
Michael Bartlet, guardian.co.uk, 11 marca 2011

Brytyjskie dzieci-żołnierze

Odmawianie nieletnim (poniżej 18 roku życia) prawa odejścia z wojska jest przestarzałe, niemoralne i jest także złamaniem wytycznych ONZ

Młody brytyjski żołnierz

Młody brytyjski żołnierz.
fot. Shawn Baldwin/EPA


Mając 16 lat jest się jeszcze za młodym by głosować, by kupić piwo w pubie czy prowadzić motocykl. Ale można już legalnie wstąpić w szeregi sił zbrojnych i zaangażować się na cztery lata, jeszcze przed swoimi osiemnastymi urodzinami. Stając się pełnoletnim można zostać wysłanym na linię frontu do Afganistanu. Szesnastoletni żołnierz może być szkolony z użycia ostrej amunicji, jednak kiedy wieczorem wraca do koszar, nie jest jeszcze wystarczająco dorosły by wypożyczyć DVD z filmem oznaczonym „dla widzów dorosłych”, np. Czas Apokalipsy, który pokazuje horror wojny jako zbyt brutalny.

Spojrzenie na dzieciństwo się jednak zmienia. Podczas oblężenia Mafeking w 1900 roku, Robert Baden Powell werbował dwunastoletnich chłopców aby przenosili wiadomości pod linią strzału. Nosili mundury khaki, a ich przywódcą był trzynastoletni Warner Goodyear. Ale dzisiaj Wielka Brytania jest jedynym krajem europejskim, który przyjmuje rekrutów do wojska, już szesnastoletnich. Przewrotnie, od tych młodych rekrutów oczekuje się, że będą służyć w wojsku o dwa lata dłużej niż ci, którzy wstąpili do wojska w wieku lat osiemnastu. Ale to nie tylko relikt prawny, gdyż regulacja ta została ponownie przedstawiona przez rząd laburzystowski w 2008 roku. Po sześciomiesięcznym okresie „adaptacji” nie ma możliwości wystąpić z szeregów wojska. Podczas gdy „nieszczęśliwi nieletni” mogą odejść z wojska w przypadku pozytywnego rozpatrzenia ich prośby przez dowódcę, w zasadzie nie mają oni swoistego prawa odejść z wojska, jeżeli sami będą tego chcieli, co powoduje, że są oni de facto wystawieni na szykany ze strony innych żołnierzy, a problem jest o tyle poważniejszy, że pomimo tego, że są oni szykanowani, nie mogą odejść z wojska!

Sytuację szesnastoletniego żołnierza porównuje się często do sytuacji przyuczającego się do zawodu. Ale podczas jakich praktyk w XXI wieku naruszenie dyscypliny może prowadzić to sądu koleżeńskiego i odsiadki w więzieniu wojskowym? Podczas jakiej innej praktyki można mieć do czynienia z takimi niebezpieczeństwami? Ilu praktykantów – przyszłych stolarzy, murarzy czy hydraulików targa się na swoje życie strzelając sobie w głowę czy też wieszając się? To właśnie spotkało czterech młodych rekrutów uczestniczących w szkoleniu w koszarach Deepcut. Fach stolarza jest gwarancją bezpieczeństwa w czasach kryzysu ekonomicznego. Dla strzelca ofert pracy jest zdecydowanie mniej. Żołnierz piechoty wracający z prowincji Helmland nie ma żadnej gwarancji znalezienia pracy. Wołanie Premiera Camerona o „narodowe zmiany” dotyczące problemów zdrowia psychicznego wśród byłych żołnierzy jest pożądane, ale czy zaproponowana infolinia oferująca pomoc 24 godziny na dobę może być ofertą również dla żołnierzy szkolących się lub odbywających obecnie służbę?

Podczas gdy Wielka Brytania nie prowadzi już poboru, szesnastoletni rekruci często wywodzą się z najbiedniejszych i najgorzej wykształconych środowisk. Dla nieletnich bez perspektyw znalezienia innej pracy, kariera w wojsku jest trudna do odrzucenia. Bo jakiż oni mają wybór? Prawdą jest, że szesnastolatkowie i siedemnastolatkowie nie są wysyłani na pierwszą linię frontu, ale decyzje, które podejmują oni jeszcze jako dzieci, mają nieodwracalne konsekwencje w ich dorosłym życiu. Obecnie młody człowiek podejmujący decyzję w wieku szesnastu lat, za zgodą rodziców, nie ma prawa ocenić tej decyzji z pełną świadomością w wieku osiemnastu lat.

Wojsko działa w imieniu rodzica dla wszystkich poniżej osiemnastego roku życia. Zgodnie z Konwencją ONZ o Prawach Dziecka, wojsko ma obowiązek dbać o najlepszy interes dziecka. Jednakże niewiele jest niezależnej kontroli wypełniania tego obowiązku. Młody żołnierz musiałby wykazać się niebywałą odwagą pisząc do komisarza ds. dzieci. Wstępując w szeregi armii młody rekrut staje się poddanym wojskowej dyscyplinie zgodnie z Ustawą wojskową z 1995 roku. Ale ilu nastolatków czyta ustawy i rozporządzenia?

Obecna sytuacja to powrót do XIX wieku i pracy przymusowej. XXI-wieczne spójne rozumienie wieku i odpowiedzialności dorosłych oznaczałoby, że formalnie przyjmować do wojska można w wieku osiemnastu lat – w wieku odpowiedzialności prawnej – a nie wcześniej. Do tego czasu, tylko prawo odejścia z wojska dla osób nieletnich oraz wymóg posiadania 18 lat by podejmować świadomą decyzję, w dniu 18 urodzin, spełni wymogi praw człowieka w XXI wieku.

tłumaczenie_Paulina Witomska


czwartek, 10 lutego 2011
Amnesty International Polska, 10 lutego 2011

Raport Amnesty International: Dzieci żołnierze w konfliktach zbrojnych w Czadzie

Chłopcy w wieku 13 lat są rekrutowani na żołnierzy przez oficerów armii krajowej Czadu i inne ugrupowania zbrojne – czytamy w opublikowanym dziś raporcie Amnesty International.

Niektóre byłe dzieci-żołnierze przedstawiają wojenne doświadczenia za pomocą sztuki.

Niektóre byłe dzieci-żołnierze przedstawiają wojenne doświadczenia za pomocą sztuki.
fot. Amnesty International


W raporcie A compromised future: The plight of children recruited by armed forces and groups in eastern Chad, ponad 40 byłych i aktualnych dzieci żołnierzy z Czadu i Darfuru opisuje, jak zostało zmuszonych do przystąpienia do oddziałów.


To jest dramatyczna sytuacja, w której tysiące dzieci są pozbawiane dzieciństwa i manipulowane przez dorosłych po to, by walczyć w ich walce – powiedział Erwin van der Borght, Dyrektor Programowy Amnesty International ds. Afryki. – Nie możemy pozwolić na to, by to skandaliczne nadużycie wobec dzieci, trwało dalej.

Zarówno rząd Czadu, jak i zbrojne ugrupowania z Czadu i Sudanu działające we wschodnim Czadzie, natychmiast muszą zakończyć rekrutację dzieci poniżej 18 roku życia i zwolnić wszystkie dzieci, które wciąż przebywają w ich szeregach.


Prawie pół miliona osób żyje w obozach dla uchodźców we wschodnim Czadzie. Byli zmuszeni opuścić swoje domy ze względu na wszechobecną przemoc. Te obozy to doskonały teren do rekrutacji dzieci, gdyż mają one tam ograniczony dostęp do edukacji, nieliczne możliwości zatrudnienia, często też straciły swoje rodziny i przyjaciół w walkach.


Byłe dziecko żołnierz z sudańskiej opozycyjnej armii Ruch Sprawiedliwości i Równości (Justice and Equality Movement – JEM), które obecnie przebywa w obozie we wschodnim Czadzie powiedziało Amnesty International: – Tu nie ma nic do zrobienia; nie ma pracy, szkoły, pieniędzy a ja jestem biedny… w JEM nie jestem opłacany, ale w czasie walk zabieramy rzeczy wrogom.


Dzieci ubrane w ładne ubrania są czasem wysyłane do obozów. Mają ze sobą pieniądze i papierosy, aby przyciągnąć nowych rekrutów i oferują im za przystąpienie od 20 do 500 dolarów.


Dzieci w wieku 13-17 lat są najczęściej używane w bezpośredniej walce, a dzieci w wieku 10 lat są wykorzystywane jako posłańcy i tragarze. Rząd Czadu, przy wsparciu , uruchomił w 2007 roku program demobilizacji i reintegracji dla dzieci związanych ze zbrojnymi ugrupowaniami. Nie odniósł on jednak większego sukcesu. Porażka tego programu wynika częściowo z niedofinansowania, jednak wpływ na tę sytuację ma ciągła niepewność, skrajne ubóstwo i niechęć polityków oraz wojskowych do zaangażowania się w proces demobilizacji. Wiele byłych dzieci żołnierzy nie przeszło przez proces demobilizacji i reintegracji.


Amnesty International jest w szczególności zaniepokojona brakiem rozliczenia osób podejrzanych o łamanie praw człowieka, w tym rekrutowanie dzieci. Brak oskarżenia członków armii lub ugrupowań zbrojnych za rekrutację i wykorzystywanie dzieci.


We wrześniu 2011 roku 11 osób zostało aresztowanych w związku z rekrutacją dzieci w obozie dla uchodźców, jednak wciąż nie jest jasne, co się z nimi stanie. Z informacji dostępnych dla Amnesty International wynika, że nie zostali oni jeszcze osądzeni. 20 stycznia 2011 roku, prezydent Czadu, Idriss Deby Itno, zarządził amnestię dla przestępstw popełnionych przez członków zbrojnej opozycji, w efektywny sposób utrwalając klimat bezkarności za łamania praw człowieka wobec dzieci wykorzystywanych w działaniach wojennych.


Osoby podejrzane o łamanie praw człowieka, w tym rekrutowanie i wykorzystywanie dzieci żołnierzy, powinni zostać oskarżeni zamiast cieszyć się z amnestii. Wobec osób, co do których istnieją twarde dowody zaangażowania w te przestępstwa powinny toczyć się postępowania w sądzie krajowym, spełniające międzynarodowe standardy uczciwego procesu – powiedział Erwin van der Borght. – Prezydent Deby musi wydać jasny rozkaz wszystkim dowódcom w armii, który zakazuje rekrutowania i korzystania z dzieci żołnierzy oraz nakazuje współpracę w ramach programu demobilizacji, dodaje. – Nigdy nie ma wytłumaczenia dla łamania praw dzieci.


Tło wydarzeń

Sytuacja w zakresie bezpieczeństwa we wschodnim Czadzie jest bardzo zmienna. Region ten jest bardzo biedny i brak w nim stabilności politycznej. Ogromny wpływ ma na niego trwający od 2003 roku kryzys w sąsiednim Darfurze. Około 260 000 uchodźców z Darfuru mieszka w obozach dla uchodźców we wschodnim Czadzie, gdzie w obozach dla osób wewnętrznie przesiedlonych (IDP) przebywa już ponad 170 000 mieszkańców Czadu. Opozycyjne ugrupowania zbrojne z Czadu i Sudanu regularnie działają na tym obszarze. Szczegółowe informacje na ten temat można znaleźć pod adresem
amnesty.org/en/library/info/AFR20/012/2010/en

Pod koniec 2010 roku misja MINURCAT (United Nations Mission in the Central African Republic and Chad) na prośbę rządu Czadu, wycofała się ze wschodniego Czadu. Skutkiem tego działania może być wzrost braku bezpieczeństwa i przypadków naruszeń praw człowieka na tym obszarze.


j. angielski, 70 stron
Amnesty International, 2011

| PDF / 2 MB |


, 10 lutego 2011

Zdjęcia z Kambodży

Proste skojarzenia. Wojna. Pol Pot. Czas Apokalipsy. Bieda. Zniszczone miasta, brak miast. I dróg. Angor Wat. Miny.


W drodze do Banteay Srei

W drodze do Banteay Srei
fot. archiwum autora


Wojny już nie ma. Ostatnia skończyła się w 1998 roku, wraz ze śmiercią Pol Pota i późniejszym poddaniem się pozostałych przywódców Czerwonych Khmerów. Proces ostatnich czterech osób powinien rozpocząć się w grudniu 2010 roku (więcej szczegółów na stronie Międzynarodowego Trybunału ds. Ludobójstwa i Zbrodni Przeciwko Ludzkości w Kambodży). Wcześniej na 35 lat więzienia skazano Kainga Gueka Eava, osławionego „Ducha”, który zarządzał katownią Czerwonych Khmerów, więzieniem S-21.


Czas Apokalipsy to tylko film, chociaż wiele gorszych, niż te przedstawione w produkcji Francisa Forda Coppoli, chwil przeżyli mieszkańcy Kambodży w czasie, w dużym stopniu nielegalnych, amerykańskich bombardowań z lat 1969-1973. W sumie amerykańskie superfortece B-52 zrzuciły na Kambodżę 2 756 941 ton bomb*. Dzisiaj bombowców nad Kambodżą nie ma, helikopterów i Ride Of The Valkyries Ryszarda Wagnera w tle również. Także napalm nie wypala pięknych krajobrazów, pól ryżowych i wystających raz po raz palm cukrowych. I ludzi na tych polach. Trudno uwierzyć, że ktoś był tak głupi (lewicowi radykałowie znają nazwiska głupków: Nixon i Kissinger), żeby chcieć zniszczyć te cudowne miejsca.


Bieda jest. Kambodża jest biedna, była i zapewne długo jeszcze będzie. Dokładniej: ludzie byli, są i będą biedni. Bo kraj jest bogaty. Natura obdarowała sowicie tę część świata. Ale na tym bogactwie wzbogacają się nieliczni. Generałowie. Obecni i byli. Młode wilki, starzy wyjadacze. Wszyscy z pistoletami i kontaktami. Niszczą lasy deszczowe, rozkradają zabytki architektury, sprzedają każdą piędź ziemi, łącznie z mieszkającymi tam ludźmi. Phnom Penh, stolica Kambodży, jest również ich stolicą. Każdy w lexusie SUV. Reszta na motocyklach i rowerach. Turyści na tuk tukach.


Dzieciaki z Kampong Phulk nad jeziorem Tonle Sap.

Dzieciaki z Kampong Phulk nad jeziorem Tonle Sap.
fot. archiwum autora


Miasta są. Kilka. Zawsze było ich mało. Mity o zniszczeniu miast przez Czerwonych Khmerów były mitami. Wyrzucenie ludzi z miast już nie. Zabijanie ludzi w okularach, jako intelektualistów, ludzi skażonych systemem imperialistycznym, również było nadużyciem, ale niekoniecznie kłamstwem. Drogi już są. Również kilka. Przejezdne. Regularne linie autobusowe przewiozą po tych drogach każdego, kto ma od kilku do kilkudziesięciu dolarów. Całkiem drogo, patrząc na sąsiedni Wietnam. Ale wygodnie i nieprzyzwoicie punktualnie, jak na kraj o którym myślało się, że jest na krawędzi nieistnienia.


Do Siem Reap, miasta noclegowni pod kompleksem świątyń Angkor, też można dojechać autobusem. W drodze obrazki z Czasu Apokalipsy. Za dużo filmów i stereotypów. Śmigłowce nie nadlatują, niebo jest czyste, pola ryżowe również, być może najeżone minami i niewybuchami. Ale z autobusu nie można tego dostrzec. Droga jest bezpieczna. Siem Reap też bezpieczne, z burdelami dla turystów, podziwiających piękno świątyń Angor i kambodżańskich (a może wietnamskich) dziewczyn, z uliczkami prosto z południowej Hiszpanii i pizzy prosto z pieca. W Kambodży rządzi pieniądz, zrobi się bardzo wiele, za wielkie i niewielkie pieniądze. Głównie te drugie.


Angkor, stare państwo Khmerów, kompleks świątyń, będący chlubą i zgubą królestwa. Teraz jest ważnym źródłem finansowania budżetu państwa. Albo innego budżetu. Znaczną część pieniędzy pobiera prywatna spółka nadzorująca świątynie, jeszcze większa wpada do kasy ministerstwa kultury, czyli – jak mawiają złośliwi i opozycja polityczna – w prywatne ręce rządzących polityków i ludzi powiązanych z nimi. Około dziesięciu procent trafia bezpośrednio na renowację Angkor. Kompleks stanowi główny cel podróży setek tysięcy turystów. Często jedyny cel. Gratka dla fanów Angeliny Jolie. Gratka dla fanów Lary Croft. Świątynia Ta Prohm z kompleksu Angkor odegrała ważną rolę w życiu bohaterki Tomb Rider. I w życiu wielu zwiedzających, skoro gnają przez pół świata dla tego miejsca. Trochę nudno, niby różnie, ale jakoś podobnie. Kamienie, turyści, wielu, zachwyceni, awsome, mniszki częściej z pieniędzmi w rękach niż z kadzidłami. Ciekawsze są dzieciaki. Zabawne, odważne, inteligentne. Piękne. Nie można się zdecydować. Kupić kolejne kartki pocztowe albo koraliki, czy dziecko, które je sprzedaje? Kupić tylko to dziecko, czy całą dzieciarnię? Ucieczka do następnej świątyni, pogoń za kolejną. Tam też turyści, dzieciaki i zespół muzyczny. W składzie ofiary min lądowych.


Ofiary min lądowych spotyka się często. Sprzedają głównie książki i grają na instrumentach. Pracują. Wszyscy pracują. Niektórzy w celu zmniejszenia liczby ofiar min lądowych i niewybuchów**, którymi Kambodża jest usiana.


A wszyscy siali. Amerykanie pozostawili tysiące niewybuchów, wojska Lon Nola walcząc z antyrządową partyzantką Czerwonych Khmerów i Czerwoni Khmerzy walcząc z Lon Nolem swoje również podłożyli. Ogromną liczbę min przytargali Wietnamczycy, którzy przegonili w końcu Pol Pota pod granicę z Tajlandią. Na jednym kilometrze pasa pola minowego, które armia wietnamska zasadziła w latach 80-tych, doliczono się 2400 min. A pas ten ma długość ponad tysiąca kilometrów.


Tablica Cambodian Mine Action Centre niedaleko wzgórza Phnom Kulen

Tablica Cambodian Mine Action Centre niedaleko wzgórza Phnom Kulen
fot. archiwum autora


Angkor rozminowano jakiś czas temu. Wszędzie widać tablice z informacjami kiedy, ile min, na jakim terenie i przy pomocy jakiego państwa rozminowano dany teren. Szereg organizacji sprząta bałagan sprzed lat***. Khmerowie również, także byli czerwoni Khmerzy, także byłe dzieci-żołnierze. Bo nie wszyscy byli kanaliami, większość była dobra, tylko naiwna. Później głodna i zastraszona. Zawiedziona i oszukana. Zapewne również Aki Ra, założyciel i dyrektor Muzeum min lądowych i centrum pomocy w Kambodży. Wcześniej członek Czerwonych Khmerów, w oddziałach których, jako sześcioletnie dziecko, podkładał miny. Muzeum mieści się niedaleko kompleksu Angkor. Jedna świątynia mniej, może dwie i można zetknąć się z najnowszą historią Kambodży, ciągle żywą, mającą cały czas bezpośredni wpływ na funkcjonowanie kraju, życie zwykłych ludzi.


Prawdopodobnie warto zajechać do muzeum. My przegapiliśmy okazję, wybraliśmy się o jedną świątynię za daleko. Być może poznalibyśmy dyrektora muzeum, byłego dziecięcego żołnierza, bohatera filmu dokumentalnego A perfect soldier o nim samym. Szkoda, bo Kambodża to ludzie właśnie, doświadczeni życiem w jednym z najgorszych systemów politycznych XX wieku, ale niezwykle przyjaźni i pokorni. Piękni ludzie.


* Peter Froberg Idling, Uśmiech Pol Pota, Wydawnictwo Czarne, 2010, str. 87
** W 2009 roku w Kambodży, na skutek eksplozji miny bądź niewybuchu, zginęło 47 osób, 197 zostało rannych. Landmine & Cluster Munition Monitor: Cambodia, Landmine & Cluster Munition Monitor, http://www.the-monitor.org/index.php/cp/display/region_profiles/find_profile/KH/2010
*** Największą organizacją w Kambodży jest Cambodian Mine Action Centre, www.cmac.gov.kh


rso196


środa, 3 listopada 2010
Nima Elbagir, CNN, 21 października 2010

Dzieci żołnierze walczą ze swoimi koszmarami w ośrodku rehabilitacyjnym w Demokratycznej Republice Kongo

Bukavu, Demokratyczna Republika Kongo – Tę wojnę nazywa się zapomnianą wojną a dzieci jej zapomnianymi ofiarami.

Kongijska kobieta schodzi w dół wioski Luvungi

Kongijska kobieta schodzi w dół wioski Luvungi, 3 września 2010 roku. W lipcu wieś została zaatakowana przez rebeliantów z plemienia Hutu, należących do Demokratycznych Sił Wyzwolenia Rwandy (FDLR) i lokalne milicje. W ramach kary za wspieranie Kongijskich Sił Obrony (FARDC), napastnicy zgwałcili 280 mieszkanek Luvungi.
fot. AFP/GETTY


W szalejącym w Kongo konflikcie, dzieci wpadają w pułapkę sprawcy i ofiary. W Bukavu stolicy prowincji Południowe Kivu, uczniowie w skupieniu pochylali się nad zeszytami, ale nie ćwiczyli pisania czy arytmetyki. Rysowali traumatyczne sceny z ich przeszłości, takie jak ataki na wioski i ich ostrzał. A niektóre z dzieci do bardzo niedawna same używały broni.

ONZ szacuje, że setki tysięcy dzieci w DRC walczy w grupach zbrojnych, wiele sierot było i nadal jest zmuszanych do dołączenia do działających ponad prawem bojówek, które spustoszyły tę część Konga.

Zajęcia rysowania odbywają się w ramach centrum rehabilitacyjnego, sponsorowanego przez UNICEF, gdzie pracuje się nad tym, aby pokazać dzieciom uczestniczącym w brutalnym konflikcie że mają prawo do spokojnej przyszłości. CNN zaproszono, aby sfilmowała centrum rehabilitacyjne w celu podniesienia świadomości o trudnej sytuacji dzieci, których życie zostało wywrócone do góry nogami przez konflikt.

Casoret Jimmya jest ostatnio przyjętym dzieckiem. Mówi, że dołączył do rebeliantów kiedy miał 12 lat ,po tym jak zabito jego brata. – Kiedy mój brat został zabity prze lokalną milicje, wiedziałem że muszę dołączyć do grupy zbrojnej, to była jedyna droga by się chronić. – Jimmya spędził ostatnie 5 lat przenosząc się z bojówki do bojówki. Ale po skradzionym przez walkę dzieciństwie, uciekł. – To życie pełne walki i śmierci, wydaje się życiem innej osoby, ja nawet nie pamiętam wszystkich rzeczy które robiłem, całego zabijania. Chcę normalnego życia. Chcę się uczyć. Dlatego gdy usłyszałem o centrum, przyszedłem.

Ale nie chodzi tylko o dzieci. Pappi, który jest nauczycielem w centrum i dokładnie wie, przez co przechodzą chłopcy, gdy tu przyjeżdżają. Dziewięć lat temu oboje jego rodziców zostało zabitych w ataku na ich wioskę, wtedy on także został dzieckiem-żołnierzem.

Mając 14 lat byłem dzieckiem żołnierzem, teraz jestem na uniwersytecie. Dużo się uczę. Chce zostać obrońcą praw człowieka. Wszystkie te rzeczy mówię dzieciom, ponieważ chce żeby wiedziały, że jest dla nas szansa by wrócić do normalnego społeczeństwa. Chce żeby wiedziały, że mogą normalnie żyć.

Po drugiej stronie miasta, w innym oddziale centrum, znajdują się ofiary dzieci-żołnierzy – porzucone dzieci znalezione po atakach na wioski. Ich rodzice zaginęli, nie żyją lub są jeszcze za bardzo przestraszeni, aby wyjść z ukrycia. Zarkayo ma trzy lata. Kongijscy żołnierze przyprowadzili go po tym, jak przegnali rebeliantów z plądrowanej wioski. Nie jest pewne czy jego rodzice żyją. Zarkayo powiedział pielęgniarce w Centrum jak się nazywa, ale od tamtej pory nie odezwał się ani razu.

Gdy podchodzimy zrobić zdjęcie, trzyma się kurczowo swojego opiekuna. Ma siwiejące włosy i nabrzmiały brzuch, oznaki dotkliwego niedożywienia. Żołnierze robili wszytko, co w ich mocy, by go nakarmić, ale nie wiedzieli jak długo leżał sam, głodny, zanim kongijska armia przyjechała. Simily Valerie, lekarka pracująca w Centrum, powiedziała, że historia Zarkayo jest podobna do historii wielu innych dzieci. – Kiedy do nas przyjeżdżają na początku jest bardzo źle, ale dajemy im mleko i obdarzamy miłością i powoli zaczyna być coraz lepiej.

Robią dokładnie to samo również w stosunku do dzieci-żołnierzy. – Wszystkie dzieci maja syndrom porzucenia – mówi psycholog Rahima Choffy. – Wszystkie dzieci, które tutaj są, muszą nauczyć się znowu ufać, pomagamy im w tym okazując miłość oraz łamiąc granice między nimi samymi oraz między nami a nimi.

Wiedzą, że walczą przeciwko trwającej fali przemocy, wiedzą także, że niektóre dzieci ponownie podniosą broń. Ale dyrektor Centrum Murhabazi Namegebi mówi, że nie pozwoli by go to zniechęciło. Pracujemy z dziećmi, pracujemy z grupami zbrojnymi oraz z rządem. W taki sposób buduje się pokój od wewnątrz społeczeństwa. Sześć tysięcy dzieci-żołnierzy przewinęło się przez Centrum, od kiedy je otworzyliśmy 20 lat temu. Dzieci wracają do swoich wiosek i mówią innym dzieciom noszącym broń, że to nie jest dobra droga. I tak krok po kroku pokój nastąpi.

tłumaczenie_Magda Małkowska